Ciąg dalszy opowieści

Stalam w przedpokoju, zaciskając palce na nowej karcie bankowej. Serce waliło mi tak mocno, że bałam się, że zaraz mnie usłyszą.

— „Tylko musimy to zrobić, zanim dowie się o wynikach badań” — dokończyła Ania. — „Lekarz dzwonił do mnie, bo jestem wpisana jako osoba do kontaktu. Marek, ona ma tylko kilka miesięcy. Jeśli nie przejmiemy tych pieniędzy teraz jako ‘wspólnych oszczędności’, po jej śmierci wszystko pójdzie na fundację, tak jak zapisała w tym swoim durnym testamencie”.

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Wyniki badań? Jakich badań? Robiłam rutynowe testy tydzień temu, ale powiedziano mi, że wyniki będą za dwa tygodnie. Moja własna siostra ukryła przede mną diagnozę, żeby razem z moim mężem okraść mnie przed śmiercią.

Weszłam do kuchni. Cisza, która zapadła, była niemal fizycznie bolesna. Marek upuścił kubek z kawą, który roztrzaskał się o kafelki. Ania stała blada jak ściana.

— Kasia? Ty już… — wykrztusił Marek, próbując przybrać maskę troskliwego męża. — My właśnie rozmawialiśmy o…

— O moich pieniądzach? Czy o tym, że niedługo umrę? — zapytałam, a mój głos był nienaturalnie spokojny.

Ania próbowała do mnie podejść, wyciągnęła ręce, jakby chciała mnie przytulić. — Kasiu, to nie tak, źle zrozumiałaś… Marek po prostu się martwi…

— Wynoś się — powiedziałam krótko. — Oboje. Macie pięć minut na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy.

— Nie możesz mnie wyrzucić, to nasz wspólny dom! — wrzasnął Marek, nagle tracąc panowanie nad sobą. Pieniądze, których jeszcze nie miał, już zaślepiły go całkowicie.

Wtedy wyciągnęłam telefon. — Właśnie nagrałam ostatnie trzy minuty waszej rozmowy. Jeśli nie wyjdziecie teraz, nagranie trafi na policję razem z oskarżeniem o oszustwo i zatajenie informacji medycznych. A co do domu… Marek, zapomniałeś? Dom należy do mojej babci, a teraz do mnie. Nie masz do niego żadnych praw.

Kiedy wyszli, rzucając w moją stronę najgorsze wyzwiska, osunęłam się na podłogę. Płakałam, ale nie nad nimi. Płakałam nad sobą.

Godzinę później zadzwoniłam do kliniki. Okazało się, że Ania kłamała. Moje wyniki były idealne. Nie byłam chora. To była ich ostatnia, desperacka zagrywka, żeby skłonić mnie do przepisania majątku na Marka “na wszelki wypadek”, by oszczędzić mi formalności w chorobie.

Zostałam sama, ale z portfelem pełnym pieniędzy i sercem wolnym od ludzi, którzy nigdy na mnie nie zasługiwali. 

Wyjechałam do Hiszpanii miesiąc później. Sama. Do apartamentu, który kupiłam za gotówkę. Widok na ocean jest tam o wiele lepszy niż na fałszywych ludzi.

Recommended

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker