Ciąg dalszy opowieści
Maksim wszedł do kuchni, wycierając ręce w ręcznik. Gdy zobaczył w moich dłoniach swój odblokowany telefon, natychmiast zbladł. Cała jego pewność siebie i złość z powodu parówek wyparowały w ułamek sekundy.
— Elena… odłóż to. To nie tak, jak myślisz — wykrztusił, robiąc krok w moją stronę.
— Nie tak?! — mój głos załamał się od płaczu i wściekłości. — Ja odmawiam sobie jedzenia, a ty oddajesz każdą zarobioną rublówkę swojej siostrze?! Co to za zdjęcie, Maksim?! Kim jest to dziecko?!
Na zdjęciu, które Swieta wysłała mu zaledwie kilka dni temu, była ona, trzymająca na rękach małego chłopca. Chłopiec miał około roku i… był uderzająco podobny do Maksima. Te same ciemne oczy, ten sam dołek w brodzie. Pod zdjęciem widniał podpis Swiety: „Mały pyta o tatę. Jeśli nie przelejesz kolejnych 50 tysięcy, Elena dowie się, dlaczego tak naprawdę spędzasz u mnie każdy weekend”.
Prawda uderzyła we mnie z siłą taranu. Swieta nie była wcale tą „ubogą, potrzebującą siostrą”, której rzekomo pomagaliśmy. Swieta była jedyną osobą, która wiedziała o podwójnym życiu mojego męża. Chłopiec na zdjęciu był synem Maksima z jego nielegalnego, potajemnego romansu z inną kobietą. Swieta bezwzględnie szantażowała własnego brata, wyciągając od niego każdy grosz, by utrzymać tę tajemnicę w sekrecie.
Maksim padł przede mną na kolana, błagając o wybaczenie, przysięgając, że to był jednorazowy błąd, a siostra zniszczyła mu życie szantażem. Ale dla mnie wszystko było już jasne. Spakowałam swoje rzeczy jeszcze tego samego dnia. Mój głód się skończył — zarówno ten fizyczny, jak i głód miłości do człowieka, który okazał się potworem i kłamcą.