Ciąg dalszy 2
Moi Drodzy, muszę się Wam wygadać, bo po prostu pęknę! Jeszcze wczoraj myślałam, że mam stabilną pracę, fajny zespół i szefa, który (choć specyficzny) docenia moje zaangażowanie. Dziś… dziś jestem nikim. Wszystko zaczęło się od niewinnej niedzieli. Wiecie, słońce, plaża, zasłużony odpoczynek po ciężkim tygodniu. Zrobiłam sobie zdjęcie w kostiumie kąpielowym — nic wielkiego, po prostu ja na tle morza, uśmiechnięta, szczęśliwa. Wrzuciłam je na MÓJ PRYWATNY profil, dla znajomych.
W poniedziałek rano wchodzę do biura. Atmosfera gęsta, że nożem można kroić. Koleżanki unikają wzroku, a asystentka dyrektora szepcze coś, patrząc na mnie karcąco. Nagle… dostaję wezwanie na dywanik. Szef siedzi blady, na biurku leży wydruk mojego zdjęcia. „Pani Marto” — zaczyna lodowatym głosem — „To, co pani robi w wolnym czasie, to pani sprawa, ALE…”. I tu padły słowa, które zmieniły wszystko. Słowa, które sprawiły, że poczułam się, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. To było absurdalne, niesprawiedliwe, podłe!
…Powiedział mi prosto w oczy: „Pani Marto, to, co pani robi w wolnym czasie, to pani sprawa, ALE… to zdjęcie jest nieetyczne i godzi w wizerunek naszej firmy. Przez Pani brak profesjonalizmu tracimy zaufanie klientów. Jest Pani zwolniona w trybie natychmiastowym”. 💔😨
Zamarłam. Zwolniona? Za zdjęcie na plaży? W niedzielę? To był jakiś ponury żart. Moje serce biło tak szybko, że myślałam, że wyskoczy z piersi. Gniew mieszał się z niedowierzaniem. To przecież MÓJ prywatny profil, MÓJ czas wolny!
„Pan chyba żartuje?” — wykrztusiłam. Ale szef nie żartował. Spokojnie spakował wydruk zdjęcia i wręczył mi dokumenty do podpisu. Nie było mowy o dyskusji, o przeprosinach. Byłam bezużyteczna.
Wyszłam z biura z kartonem moich rzeczy. Moje życie runęło w kilka minut. Ale wiesz, co było w tym wszystkim najgorsze?
Nie to, że straciłam pracę. Najgorsza była świadomość zdrady. To jedna z moich „koleżanek”, jedna z tych, z którymi codziennie piję kawę, zrobiła zrzut ekranu i wysłała go szefowi. Złośliwość, zazdrość… To boli najbardziej.
Teraz siedzę w domu i zastanawiam się, co dalej. Czy to prawda, że nasze życie prywatne w social mediach należy do naszych pracodawców? Czy to sprawiedliwe? Czuję wściekłość, czuję bezsilność, ale też… też zaczynam rozumieć, że to miejsce nie było dla mnie. Jeśli ktoś potrafi wyrzucić cię za chwilę szczęścia w wolnym czasie, to nie jest miejsce, w którym warto pracować.
Ale ta zdrada… ona wciąż boli.