W nocy chirurg uratował Cygankę z dzieckiem…
W nocy chirurg uratował Cygankę z dzieckiem… A rano, wchodząc do pokoju syna, upadł na kolana z wrażenia tego, co zobaczył! „Proszę otwórzcie, proszę otwórzcie!” — przenikliwy głos kobiety, pełen desperacji, przerwał ciszę za drzwiami, zagłuszając słabe łkanie dziecka. Wadim, 35-letni chirurg z małego miasteczka pod Kijowem, siedział w swojej przytulnej salonie na starym kanapie, trzymając filiżankę zimnej ziołowej herbaty. Za oknami wiał lutowy wiatr, tak silny, że wydawało się, że ktoś celowo rzuca śniegiem w szyby. Już zaczynał słyszeć dziwne dźwięki — to kroki pod oknami, to czyjeś przytłumione wołanie, ale zrzucał to na zmęczenie po dyżurze w szpitalu. Teraz jednak nie miał wątpliwości: ktoś desperacko pukał do drzwi, prosząc o pomoc.Wadim podskoczył, prawie przewracając filiżankę na wyblakły dywan, i pobiegł do drzwi. Myśli wirując w jego głowie: kto mógłby być na ulicy w taką pogodę? Może wypadek na drodze? A może ktoś zgubił się w śnieżnej mgle? A może ktoś pilnie potrzebuje pomocy lekarza? „Idę, trzymajcie się!” — krzyknął, szukając klucza w kieszeni swojego fartucha. Otwierając drzwi, ledwie utrzymał się od powiewu lodowatego wiatru, który wpadł do ciepłego domu.
Na progu stała młoda kobieta, zawinięta w podniszczony koc, z którego wystawały mokre brzegi długiej spódnicy. U jej nóg leżała mokra torba, a w rękach trzymała małe dziecko, którego płacz przypominał żałosne miauczenie kotka. „Przepraszam, proszę, pozwólcie nam przenocować!” — wypowiedziała z trudem, łapiąc oddech od zimna. „Utknęliśmy na drodze, nikt nas nie bierze, proszę, pomóżcie!” Wadim zauważył, jak drżą jej ręce, jak wiatr uderza śniegiem w jej twarz. Wiedział, że w tych stronach cyganie, a sądząc po bransoletkach na jej nadgarstkach i akcencie, była właśnie z nich, są traktowani z podejrzliwością. Ale on, lekarz z dziesięcioletnim stażem, przyzwyczaił się ratować ludzi, nie zwracając uwagi na to, kim oni są i skąd pochodzą. Poza tym, po ludzku — jak można zatrzasnąć drzwi przed kobietą z dzieckiem w takiej burzy?
„Proszę, wejdźcie szybko!” powiedział, próbując ochronić ją przed wiatrem. Kobieta kiwnęła głową i weszła do środka, trzymając dziecko, podczas gdy Wadim zamknął drzwi za nią. Wiatr ucichł, ale coś dziwnego pozostało w sercu mężczyzny. Teraz, kiedy był pewny, że może pomóc, już nie czuł zmęczenia. Widok ludzkiej niedoli zawsze dodawał mu sił, a teraz było to samo.
„Proszę, zaraz przyniosę coś ciepłego. Odpocznijcie trochę!” powiedział Wadim, kierując się do kuchni, by przygotować gorącą herbatę. Wszystko inne, to co przed chwilą wydawało się ważne, teraz wydawało się nieistotne. Teraz liczyło się tylko to, żeby dać choć odrobinę spokoju, trochę bezpieczeństwa komuś w tej burzliwej nocy.