Teściowa postanowiła, że Ola już nie jest żoną
«Pół roku harowałam za granicą, wróciłam z premią i nadzieją – a w domu zastałam obcą dziewczynę z chochlą, teściową w kapciach i nowy zamek w drzwiach.»
Dziś Olga czuła szczególne podekscytowanie.W końcu wracała do domu! Pół roku w obcym kraju, całe pół roku.
To była najdłuższa delegacja w jej życiu.
Tak, szalenie ciekawa, owocna, obiecująca szybkie awanse.
Przecież Olga świetnie poradziła sobie ze swoimi zadaniami i zdążyła zdobyć wstępne pochwały od przełożonych.
– Pani Olgo Igorewno, premia została już Pani wypłacona – poinformował szef działu przez telefon – Po powrocie porozmawiamy o nowym stanowisku.
Kobieta jechała taksówką, żegnając wzrokiem migoczący za oknem hałaśliwy azjatycki megapolis, który zdążyła pokochać przez te sześć miesięcy.
Kuchnia, język, kultura, ludzie – zdążyli stać się dla Olgi swoimi.
Rozstawać się było bardzo gorzko, ale przed nią czekał DOM.
Podświadomie Olga postanowiła wcześniej nie informować męża o swoim powrocie.
Jura – to był temat jej poważnych zmartwień przez cały okres delegacji.
Jeszcze przed wyjazdem matka Olgi, Anna Wiktorowna, ostrzegła córkę, że zostawianie męża bez nadzoru na tak długi czas jest ryzykowne.
– Moja rada, Olu – powiedziała wtedy Anna Wiktorowna na pożegnanie – nawet jeśli Jurka się pogubi w twojej nieobecności, niczego nie wyjaśniaj. Po prostu zostaw tak, jak jest.
On cię naprawdę kocha, a wasze małżeństwo jest dość trwałe.
– Mamo, czyli przygotowujesz mnie na męską zdradę? – zapytała Olga z nieprzesadnie wesołym uśmiechem.
– Mówię, że wszystko może się zdarzyć – ostrożnie odpowiedziała Anna Wiktorowna – Przecież znasz mój doświadczenie…
Anna Wiktorowna wiele lat temu wybaczyła zdradę swojemu mężowi, ojcu Olgi, Igorowi Siergiejewiczowi.
Mężczyzna przysięgał i zapewniał, że zbłądził tylko raz.
Olga była wtedy jeszcze mała, ciągle chorowała i często leżała w szpitalu razem z mamą.
Igora Siergiejewicza pośpieszyła pocieszyć sąsiadka, a sama później opowiedziała o wszystkim wracającej Annie Wiktorownie.
– Liczyła na to, że od razu zostawię męża, a ona go sobie przygarnie – mówiła córce otwarcie Anna Wiktorowna. – A ja wzięłam i wybaczyłam. W efekcie on nawet bał się patrzeć w lewo.
Przeżyli razem ponad trzydzieści lat. Wychowali was.
Poza Olgą, Anna Wiktorowna i Igor Siergiejewicz mieli syna.
Wdową kobieta została dopiero nieco ponad rok temu.
Anna Wiktorowna uważała się za „mądrą” kobietę, która patrzy na życiowe realia filozoficznie i stara się nie podejmować gwałtownych działań bez potrzeby.
Ale po historii z mężem w Anna Wiktorownie został pewien „posmak”. Zawsze oczekiwała podstępu ze strony mężczyzn.
Na szczęście Olga nie miała jeszcze okazji testować własnego poziomu „mądrości”, choć z Jurym byli już piąty rok po ślubie.
Ich para budziła zdziwienie u wielu. Domowy i przywiązany do komfortu Jura oraz karierowiczka Olga.
Mężczyznę łatwo było spotkać w kuchni w fartuchu, gdzie czarował nad obiadem, podczas gdy żona zostawała w biurze, pracując nad kolejnym projektem. Jednak samych małżonków to satysfakcjonowało.
Prawda, Jura od dawna chciał dzieci, ale Olga się nie spieszyła.
W pełni rozsmakowała się w swoich zawodowych osiągnięciach.
– Jurciu, gdyby mężczyźni mogli rodzić i siedzieć na urlopie macierzyńskim, zdecydowałabym się już dawno – mówiła mężowi ambitna młoda kobieta.
W przeciwieństwie do teściowej Jura spokojnie pozwolił Oldze wyjechać w delegację, zapewniając, że wszystko będzie dobrze.
– Za mieszkanie na pewno się nie martwię – śmiała się Olga, pewna, że gospodarny Jura przez cały czas będzie dbał o ich dom w idealnym porządku.
Mieszkanie, w którym mieszkali małżonkowie, należało do Olgi. Piękne dwupokojowe w dobrej dzielnicy, z przestronną kuchnią, którą przerobili na jadalnię-salon.
Olga nigdy nie przypominała mężowi, że mieszka tam jako „przybysz”.
Nawet podczas kłótni i sprzeczek. Olga bardzo kochała męża – łagodnego, niekonfliktowego, troskliwego.
Kochała czuło i wzruszająco. Nawet myślała, by zapisać mu część mieszkania, by zadbać o komfort jego męskiego ego.
Podczas półrocznej delegacji małżonkowie byli w stałym kontakcie, a Jura zapewniał Olgę, że wszystko jest dobrze, a jego życie toczy się według schematu „dom – praca – dom”.
– Bardzo tęsknię za tobą – mówił Jura.
I tak za plecami pozostał wielogodzinny lot. Olga jechała do domu lokalną taksówką, rozmyślając, co ją czeka.
Niepokój, że może zastać męża nie samego, wciąż dokuczał.
Olga starała się wcześniej przeanalizować w głowie scenariusze, jak zachować się w takiej sytuacji.
Ale nawet nie mogła sobie wyobrazić, co czeka ją w domu.
Olga nie mogła otworzyć drzwi swoim kluczem i ze zdumieniem zauważyła, że zamek został wymieniony na inny.
Dzwoniła, ale nikt jej nie otworzył. W mieszkaniu panowała cisza.
Olga zapukała, lecz ponownie bez rezultatu. Wybrała numer męża, ale telefon Jury milczał.
Jednak nie informował jej wcześniej o swoim wyjeździe z miasta.
Kobieta postanowiła nie działać pochopnie i poczekać na wieści od męża.
Na czas udała się do matki, aby zostawić tam rzeczy, wziąć prysznic i po prostu odpocząć po podróży.
– Olu, nie mam pojęcia, co mogło się wydarzyć – mówiła zdziwiona Anna Wiktorowna, gdy siedziały w kuchni przy herbacie – Nie będę przecież kontrolować zięcia. Od czasu do czasu się kontaktowaliśmy, on zapewniał, że wszystko w porządku.
To przecież twój mąż, a ja nie jestem strażnikiem. Starałam się nie zawracać mu głowy telefonami. Od trzech dni nic od niego nie słychać.
Olga przez cały wieczór próbowała się dodzwonić do Jury, ale jego telefon nie odpowiadał.
Kobieta zaczęła poważnie się martwić.
Została na noc u matki, a rano udała się do biura.
Cały dzień musiała ogromnie się powstrzymywać, pisząc raport z podróży i omawiając z przełożonymi nową pozycję w pracy.
Olga nadal dzwoniła do Jury, ale mężczyzna nie odebrał.
Po pracy ponownie udała się sprawdzić swoje mieszkanie. Tym razem w oknach paliło się światło.