Odejdź od telefonu! To są moje pieniądze, rozumiesz?!

— Odejdź od telefonu! To są moje pieniądze, rozumiesz?! — krzyknęłam, gdy mąż próbował przelać sporą sumę teściowej.Julia co miesiąc odkładała po pięć tysięcy rubli. Czasem więcej, jeśli udało się zaoszczędzić na czymś albo dorobić nadgodzinami. Pieniądze gromadziły się powoli, ale systematycznie — przez cztery lata z rzędu. W tym czasie uzbierało się dwieście czterdzieści tysięcy rubli. Kwota, która miała być pierwszą wpłatą na własne mieszkanie.

Przez te wszystkie lata Julia z mężem mieszkali u rodziców Olka w trzypokojowym mieszkaniu. Teść, Nikołaj Iwanowicz, i teściowa, Walentyna Pietrowna, oddali młodym jeden pokój, sami tłoczyli się w sypialni, a trzeci pokój służył wszystkim jako salon. Na początku takie sąsiedztwo wydawało się rozwiązaniem tymczasowym — na rok, maksymalnie dwa. Ale czas mijał, a własnego mieszkania wciąż nie było.

Julia pracowała jako administratorka w prywatnej klinice. Pensja niewielka, ale stabilna. Olek pracował jako kierowca w firmie transportowej. Jego zarobki były wyższe, ale nieregularne — raz premie, raz opóźnienia w wypłatach. Dlatego oszczędzać udawało się głównie z pensji Julii.

Pieniądze leżały na osobnym koncie, które Julia założyła specjalnie na oszczędności. Karta bankowa była przechowywana w domu w szkatułce, a kod PIN kobieta nikomu nie ujawniała. Nawet mężowi. Julia planowała, że przyszłe mieszkanie zostanie na nią — na wszelki wypadek. Czasy były niepewne, pracę można stracić, a mieszkanie zostanie.

Olek wiedział o oszczędnościach. Czasem pytał, ile już udało się zebrać, chwalił żonę za gospodarność. Ale zawsze dodawał:

— Dobrze, że gromadzimy kapitał rodzinny. Łatwiej razem kupić mieszkanie.

Julia kiwała głową, ale w duchu się nie zgadzała. To Julia odkładała pieniądze, to Julia żyła skromnie, to Julia odmawiała sobie zakupów. Olek wydawał zarobione pieniądze na siebie: kupił nowe narzędzia, poszedł z przyjaciółmi do kawiarni albo na coś innego. Dlatego oszczędności były wyłącznie Julii.

Życie rodzinne komplikowała teściowa. Walentyna Pietrowna — kobieta pięćdziesięcioośmioletnia, energiczna i gadatliwa — stale wtrącała się w sprawy młodych. To dawała rady, jak gotować, to robiła uwagi na temat porządku w pokoju, to narzekała na coś innego.

Najbardziej teściowa lubiła opowiadać o swojej córce, Swietłanie. Siostra Olka mieszkała w innym mieście, pracowała w salonie kosmetycznym jako manikiurzystka. Swietłana miała małego syna i problemy finansowe.

— Swietka znowu dzwoniła, płacze — regularnie informowała Walentyna Pietrowna podczas kolacji. — Nie ma czym zapłacić czynszu. Syn choruje, trzeba kupić drogie lekarstwa.

— A gdzie ojciec dziecka? — zapytała kiedyś Julia.

— Jaki ojciec? — parsknęła teściowa. — Uciekł, gdy dowiedział się o ciąży. Swietłana sama wychowuje malucha.

— Ciężko jej, oczywiście — współczująco powiedział Olek.

— No właśnie! — ożywiła się Walentyna Pietrowna. — Trzeba by pomóc siostrze. Bliscy powinni się wspierać.

Julia w takich momentach starała się udawać, że zajmuje się swoimi sprawami. Myła naczynia albo przeglądała rzeczy. Nie chciała wtrącać się w rodzinne problemy. Niech każdy decyduje sam, jak żyć i na co wydawać pieniądze.

Ale aluzje teściowej stawały się coraz bardziej wyraźne. Walentyna Pietrowna opowiadała, jak sąsiedzi pomogli synowi kupić samochód, albo wspominała, jak koleżanka dała córce pieniądze na remont.

— Dobrze, gdy w rodzinie jest wzajemna pomoc — kończyła wymownie, spoglądając na syna.

Olek w takich chwilach wiercił się na krześle, ale nic konkretnego nie mówił. Julia widziała, że mężowi jest niewygodnie, ale cieszyła się, że Olek nie ulega prowokacjom matki.

Jesienią sytuacja się zaostrzyła. We wrześniu Swietłana zadzwoniła i powiedziała, że ma zaległości za media i grozi jej odcięcie prądu.

— Wyobrażacie sobie? — oburzała się Walentyna Pietrowna, opowiadając rozmowę z córką. — Małe dziecko, a oni chcą odciąć prąd! Bezduszni!

— Może Swietłana znajdzie dodatkową pracę? — ostrożnie zaproponowała Julia.

— Jaką pracę? — ręce wzniosła teściowa. — Małe dziecko! Z kim ma je zostawić? Jeszcze nie chodzi do przedszkola!

— Można zatrudnić nianię — nie ustępowała Julia.

— Za jakie pieniądze na nianię? — zdenerwowana spytała Walentyna Pietrowna. — Jeśli sama nie ma pieniędzy?

Rozmowa utknęła w martwym punkcie. Julia zamilkła, wiedząc, że kłócić się nie ma sensu. Teściowa już postanowiła, że syn powinien pomóc siostrze finansowo.

— Olek, no powiedz coś! — zwróciła się do syna Walentyna Pietrowna. — Swietka to twoja własna siostra! Nie można przecież zostawić jej w potrzebie!

— Mamo, rozumiem, ale my sami mamy niewiele pieniędzy — niepewnie odpowiedział Olek. — Oszczędzamy na mieszkanie.

— Jaka mieszkanie! — machnęła ręką teściowa. — Żyjecie przecież normalnie! A siostra z dzieckiem zostanie bez prądu!Julia wstała od stołu i poszła do swojego pokoju. Nie chciała dalej słuchać. Stało się jasne, do czego zmierza rozmowa.

Przez kolejne dni Walentyna Pietrowna nie przestawała mówić o Swietłanie. Każdego wieczoru pojawiał się nowy powód do zmartwień. To dziecko się przeziębiło, to w mieszkaniu jest zimno, to brakuje jedzenia.

— W nocy nie mogę spać, myślę o córce — skarżyła się teściowa. — Jak można tak żyć? Syn ma się dobrze, a siostra cierpi!

Olek z każdym dniem stawał się coraz bardziej przygnębiony. Julia widziała, jak mąż męczy się poczuciem winy. Walentyna Pietrowna umiejętnie grała na współczuciu, opowiadając szczegóły trudnego życia córki.

— Mamo, może Swietka sama znajdzie jakieś wyjście? — próbował zaprotestować Olek.

— Jakie wyjście? — oburzyła się Walentyna Pietrowna. — Już wszystko wypróbowała! Nie może pożyczyć od koleżanek, same też są bez pieniędzy. Bank nie daje kredytu — pensja za mała.

— A opieka społeczna? — zaproponowała Julia.

— Jakie służby? — pogardliwie parsknęła teściowa. — Formularze wypełnia się miesiącami, a pożytku żadnego!

Stało się jasne, że Walentyna Pietrowna jest nieugięta. Kobieta uważała, że syn ma obowiązek pomóc siostrze. Żadne wymówki nie wchodziły w grę.

25 września doszło do decydującej rozmowy. Wieczorem przy kolacji Walentyna Pietrowna oznajmiła:

— Olek, rozmawiałam ze Swietką. Potrzebuje trzydzieści tysięcy rubli. Na długi i na początek. Więcej nie prosi.

Olek niemal się zadławił zupą.

— Trzydzieści tysięcy? Mamo, nie mamy takich pieniędzy!

— Jak to nie macie? — zdziwiła się teściowa. — A Julia niby nie oszczędza? Wiem, że oszczędza! Już od dawna!…

Julia zamarła, trzymając łyżkę w ręku. Czyli teściowa wiedziała o oszczędnościach. Ale skąd?

— Mamo, te pieniądze są odkładane na mieszkanie — próbował wyjaśnić Olek.

— Na jakie mieszkanie? — machnęła rękami Walentyna Pietrowna. — Wam i tutaj dobrze! A Swietka z dzieckiem cierpi!

— Oszczędzaliśmy przez cztery lata — cicho powiedziała Julia. — To nasza pierwsza wpłata.

— I co z tego? — teściowa spojrzała na synową z irytacją. — Jeszcze uzbieracie! A siostra teraz potrzebuje pomocy!

— Walentyno Pietrowno, rozumiem, że Swietłanie jest trudno, ale nasze oszczędności…

— Jakie wasze? — przerwała teściowa. — Olek zarabia, Olek decyduje o pieniądzach! A ty więcej zarabiasz niż mąż?

Julia poczuła, jak twarz robi się czerwona. Okazuje się, że teściowa uważa, iż skoro mąż zarabia więcej, to właśnie Olek decyduje, na co wydawać wszystkie pieniądze rodzinne.

— Te pieniądze odkładałam ze swojej pensji — powiedziała stanowczo Julia.

— I co z tego? — nie ustępowała Walentyna Pietrowna. — Żyjesz w rodzinie! Jemy razem, rachunki za media płacimy razem!

— Ale to ja odkładałam te pieniądze! Pięć tysięcy każdego miesiąca!

— A kto dał ci możliwość oszczędzania? — chytrze zmrużyła oczy teściowa. — Gdybyście mieszkali osobno, wydałabyś je na czynsz!

Logika Walentyny Pietrowny była żelazna. Kobieta uważała, że skoro młodzi nie płacą za mieszkanie, to wszystkie zaoszczędzone pieniądze należą do rodziny. A nimi powinien zarządzać starszy mężczyzna.

— Olek, jesteś mężczyzną, czy nie? — naciskała dalej teściowa. — Nie możesz pomóc siostrze?

— Mamo, przemyślę to — odpowiedział słabo Olek.

— Co tu myśleć? — oburzyła się teściowa. — Myśleć już za późno! Swietce pieniądze są potrzebne jutro!

Julia wstała od stołu. Apetyt zniknął całkowicie. Stało się jasne, że jutro Walentyna Pietrowna zmusi syna do przelania pieniędzy siostrze.

W swoim pokoju Julia wyjęła szkatułkę i przeliczyła karty: konto oszczędnościowe, karta do wypłat, karta na drobne wydatki. Wszystko na miejscu. Ale jak długo?

Olek przyszedł do pokoju po pół godzinie. Wyglądał zagubiony i zawstydzony.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker