Marta siedziała sztywno
Marta siedziała sztywno na starej, skórzanej kanapie, a słowa Bogdana wciąż dźwięczały w jej uszach, paraliżując każdą komórkę jej ciała.
— „Marta… wiem, kim naprawdę jesteś. I wiem, co ukryłaś w lesie za domem twojego byłego męża. Teraz zrobisz dokładnie to, o co cię poproszę, albo policja będzie tu za dziesięć minut” — wyszeptał.
Dziewczyna poczuła, jak ogarnia ją fala paniki. Spojrzała na mężczyznę, którego do tej pory uważała za nieszkodliwego, skrzywdzonego przez los samotnika. W jego oczach nie było już dotychczasowej łagodności. Był tam zimny, wyrachowany błysk.
Okazało się, że Bogdan wcale nie był przypadkowym dobroczyńcą. Od miesięcy obserwował Martę. Wiedział o mrocznym sekrecie, przed którym uciekała — o wypadku samochodowym, który spowodował jej były partner, a w którym ucierpiał człowiek. Marta, chcąc chronić ukochanego, pomogła mu wtedy ukryć auto i zatrzeć ślady. Były facet i tak ją zostawił, zostawiając z długami, ale ona myślała, że tamta potworna noc nigdy nie wyjdzie na jaw. Bogdan miał jednak dowody. Nagranie z kamer i zdjęcia.
— Czego odemnie chcesz? — wykrztusiła przez łzy, a zszokowana, bezradna twarz dziewczyny odzwierciedlała jej wewnętrzny dramat, dokładnie tak jak widzimy na załączonym obrazku (watermarked_img_6950021812182394254.png).
Bogdan uśmiechnął się blado. Przez jego twarz przemknął cień bólu, który nagle zmienił cały ton tej rozmowy. — Chcę, żebyś pomogła mi zniknąć. Ten garb… to proteza. Charakteryzacja. Człowiek, który ucierpiał w tamtym wypadku, to mój rodzony brat. Przez was żyje jak roślina. Nie chcę twoich pieniędzy, bo ich nie masz. Chcę, żebyś pojechała ze mną na policję i powtórzyła słowo w słowo to, co zaraz ci podyktuję. Weźmiesz całą winę na siebie.
Marta poczuła, że grunt usuwa jej się spod stóp. Człowiek, przed którym uciekała, żeby uniknąć wstydu i więzienia, sam wprowadził ją wprost w paszczę lwa. Bogdan wyprostował się, zdejmując z pleców specjalny stelaż, który przez lata pozwalał mu udawać garbatego i niepozornego. Stał przed nią wysoki, silny mężczyzna, żądny sprawiedliwości.
Marta zrozumiała, że nie ma już drogi ucieczki. Sprawiedliwość, choć spóźniona, właśnie zapukała do jej drzwi, a cena za dawne błędy okazała się najwyższa z możliwych.