Mama przekazała nam to mieszkanie
Przyjaciółki Lizy szczerze jej zazdrościły. W końcu wyszła za mąż za Denysa — chłopaka, który cieszył się sympatią co najmniej połowy ich grupy studenckiej — i nie musiała martwić się o mieszkanie.
Matka Denysa już na początku ich małżeńskiego życia przepisała młodym dwupokojowe mieszkanie.
— Miałaś szczęście, Lizo! — zauważyła Nastia, dawna koleżanka z roku, z którą razem studiowały przez pięć lat.
Jednak Elżbieta okazała się dziewczyną pragmatyczną, z dalekosiężnymi planami. Dlatego bez zbędnej zwłoki zadała mężowi konkretne pytanie:
— Denysie, powiedz mi proszę, czy twoja mama przepisała to mieszkanie na nas na stałe, czy istnieje ryzyko, że kiedyś poprosi nas o wyprowadzkę?
— Nie mam pojęcia, nie rozmawiałem z nią o tym — wzruszył ramionami Denys.
— To proszę, dowiedz się.
— To trochę niezręczne… Pomyśli, że chcemy jej odebrać mieszkanie — odpowiedział zakłopotany Denys.
— Niezręcznie to będzie, gdy nagle powie, że mamy się wynosić, a my do tego czasu możemy mieć już dzieci — podkreśliła Liza.
— A jak mam ją właściwie o to zapytać?
Po prostu i szczerze. Dowiedz się, czy zamierza przepisać mieszkanie na ciebie. A co, jeśli po przejściu na emeryturę zechce je wynająć? Co wtedy zrobimy?
Przy pierwszej okazji Denys jednak porozmawiał z matką i usłyszał, że nie planuje uczynić go właścicielem mieszkania, ale też nie ma zamiaru ich wyrzucać:
— Mieszkajcie spokojnie, ostatecznie i tak wszystko zostanie wam, bo nie mam innych spadkobierców — zapewniła.
— Jasne — westchnęła z ulgą Liza. — W takim razie zaczynamy odkładać pieniądze na własne lokum.
— Po co? — zdziwił się Denys.
— Żeby mieć coś swojego.
— Lizo, jeśli mama się o tym dowie, może się obrazić — przewidział Denys.
— A po co ma wiedzieć? — odparła Liza. — I w ogóle, lepiej nikomu nic nie mów. Wybacz, Denysie, ale jesteś zbyt łatwowierny: mówisz ludziom, ile zarabiasz albo że dostałeś premię, a oni to wykorzystują.
— Kto na przykład?
— Choćby Edik. Pochwaliłeś się, że dostałeś ładną premię — od razu poprosił cię o pożyczkę. I co, oddał?
— Jeszcze nie, ale na pewno odda — powiedział Denys z optymizmem.
— Odda. Pojutrze, jak tylko dostanie wypłatę — rzuciła Liza.
— Skąd wiesz?
— Bo to ja sama wczoraj mu przypomniałam, że czas oddać pieniądze.
— Ale to niezręczne! — zawstydził się Denys.
— Widzisz, tobie „niezręcznie”, a jemu całkiem wygodnie. Zauważ, że już od trzech miesięcy odwleka spłatę, choć zarabia co najmniej tyle samo, co ty. Jest takie powiedzenie: „Pieniądze lubią ciszę”. Pomyśl, ilu z twoich kolegów przechwala się, ile dokładnie mają oszczędności albo jaki samochód planują kupić? No właśnie.
W końcu Denys i Liza uzgodnili taki plan: dopóki nie muszą wynajmować mieszkania i nie mają dzieci, będą żyć z dochodu Denysa, a Liza opłaci rachunki i resztę swoich zarobków będzie odkładać na specjalne konto oszczędnościowe.
Ponieważ Liza potrafiła gotować smacznie i oszczędnie, pensja Denysa wystarczała nie tylko na podstawowe potrzeby, ale nawet na drobne przyjemności.Oczywiste było, że musieli zainwestować w remont mieszkania matki Denysa. Liza osobiście wybierała tapety, panele podłogowe, kafelki do kuchni i łazienki. Efekt końcowy był bardzo ładny, choć niemało ich to kosztowało.
Po półtora roku Liza zaszła w ciążę. Wszyscy krewni byli zachwyceni, a wkrótce na świat przyszedł ich syn, Jegor.
Dwie babcie i dziadek dosłownie obsypywali chłopca prezentami, więc Liza i Denys musieli ich trochę powstrzymywać. Wydawało się, że wszystko układa się znakomicie.
Jednak po pół roku, gdy Liza sprawdziła rachunki, zauważyła, że w mieszkaniu zameldowanych jest już pięć osób zamiast trzech. Poszła więc do administracji osiedla, by dowiedzieć się, o co chodzi, i tam wyjaśniono jej, że właścicielka mieszkania już miesiąc temu zameldowała dwóch dodatkowych ludzi.Wieczorem Denys zadzwonił do matki:
— Mamo, dlaczego nie uprzedziłaś, że zameldowałaś w mieszkaniu jeszcze dwie osoby?
— Roza poprosiła, żebym zameldowała Kristinę i jej dziecko. Mąż Kristiny ją porzucił, w miasteczku nie ma pracy, więc przeprowadziła się do miasta. Tymczasowo wynajęła mieszkanie niedaleko was, zapisała swojego Romę do przedszkola, poszła do pracy — odparła spokojnie matka.
— Ale czemu nic nam nie powiedziałaś? — zdziwił się Denys.
— A co was to obchodzi? Przecież nie zamierza się do was wprowadzać.
— Różnica polega na tym, że wzrosły rachunki. Poza tym teraz Kristina, mając meldunek, ma prawo w każdej chwili przyjść i żądać, żeby ją wpuścić.
— Prąd i woda są na liczniki, a reszta… to przecież niewielka różnica, nie ma się czym przejmować. Już tłumaczyłam: ona nie przyjdzie do was mieszkać, potrzebna jej tylko rejestracja — powiedziała matka.
Rzeczywiście, kwota może i nie była bardzo duża, ale przemnożona przez dwanaście miesięcy dawała już odczuwalną sumę.
— Jeszcze trochę, a będziemy mogli wpłacić pierwszą ratę — powiedziała pokrzepiająco Liza do męża.
Dopóki Jegor nie skończył półtora roku, nie mogła pracować. Ale gdy zasiłki się zmniejszyły, Liza postanowiła poszukać możliwości dorobku.
Pomogła jej dawna przyjaciółka Wika, która prowadziła małe atelier. Zaproponowała Lizie prowadzenie księgowości. Niedługo potem Wika znalazła dla niej jeszcze jednego klienta.
Aby Liza mogła pracować, jej mama przyjeżdżała dwa–trzy razy w tygodniu, by zająć się wnukiem (częściej się nie dało z powodu zmianowego grafiku). W soboty Denys całkowicie przejmował opiekę nad synem, dając Lizie jeszcze jeden wolny dzień. Niedziele spędzali razem, odpoczywając.
I właśnie w jedną z takich niedziel, kiedy wrócili z rodzinnego spaceru, ktoś zadzwonił do drzwi. Na progu stała kuzynka Denysa — Kristina — z czteroletnim synem Romą. Wciągnęła do przedpokoju dwie spore walizki i wielką torbę w kratę:
— Właścicielka mieszkania poprosiła, żebym się wyprowadziła — jej syn się żeni — oznajmiła.
— Ciekawe — zareagowała Liza. — Przecież raczej nie powiedziała ci o tym wczoraj. Dali ci pewnie tydzień albo dwa na spakowanie się. Dlaczego nie zaczęłaś szukać nowego mieszkania?
— Po co? Mam tu stały meldunek. To znaczy, że mogę się tu wprowadzić w każdej chwili — odparła Kristina.
Denys poszedł do kuchni, żeby zadzwonić do matki:
— Mamo, wiesz, że Kristina przyszła do nas z dzieckiem i zamierza tu zamieszkać?
— Została z dzieckiem na ulicy, Roza mnie poprosiła — westchnęła matka. — Nie mogłam odmówić. Przecież to mieszkanie dwupokojowe, zmieścicie się we troje.
— Cudownie — skomentowała sarkastycznie Liza. — Twoja mama każdemu dogodzi, tylko nie nam.
Zaczęła się ponura codzienność.
— Kristino, powiedz Romie, żeby trochę ściszył głos. Muszę położyć Jegora spać — poprosiła Liza.
— Ale on się przecież bawi, czy dziecko może być cały czas cicho? Poza tym wasz syn nie płacze, prawda? — odpowiedziała Kristina z wyraźnym wyrzutem.
— Кристино, dziś twoja kolej na umycie kuchni — przypomniała Liza.
— Umyję, jak będę miała wolną chwilę. Ja, swoją drogą, pracuję, a ty siedzisz w domu. Możesz sama wszystko zrobić — odpowiedziała Kristina.
— Lizo, dlaczego drzwi do waszego pokoju są ciągle zamknięte? Romka nie ma gdzie pobiegać. Wy zajmujecie szesnaście metrów, a nam zostało tylko dwanaście!
— Bo twój Roma pcha ręce wszędzie, gdzie tylko może — wczoraj przytrzasnął palce Jegorowi — spokojnie wyjaśniła Liza.
W końcu mieszkanie zaczęło przypominać komunalkę.
Liza poprosiła męża, by zamontował zamek w drzwiach ich pokoju, żeby Kristina nie grzebała w ich rzeczach — kilka razy przyłapała kuzynkę na „pożyczaniu” bez pytania.
Wtedy wyszło na jaw, że z lodówki znikają produkty. Liza kupowała jedzenie dla dziecka na cały tydzień, ale już w piątek wszystko tajemniczo znikało.
Pewnego razu powiedziała Kristině wprost, żeby nie brała cudzych rzeczy bez uprzedzenia.
Następnego ranka cała porcja zupy, którą Liza ugotowała dzień wcześniej, zmieniła się w przesoloną i przepieprzoną breję — nie dało się tego jeść.
Po tym Denys przeniósł lodówkę do ich pokoju: ciasno, ale przynajmniej o jedzenie nie musieli się martwić — nie wiedząc, co Kristina jeszcze wymyśli.
Pewnego dnia Denys postanowił zadzwonić do matki i poskarżyć się na zachowanie kuzynki, ale zamiast zrozumienia usłyszał długi wywód:— Popatrz na swoją Lizę. Róża opowiadała, jak ona tłamsi Kristinę: nie wchodź do pokoju, nie masz prawa do kuchni, a jeszcze chce, żeby zaczęła płacić za media. A Kristina, na chwilę, ma mniejszy metraż, no i są we dwoje, a wy jesteście we troje! — powiedziała matka.
Denys próbował wyjaśnić, że Kristina w ogóle nie płaci za media, ale usłyszał tylko krótkie sygnały — mama odłożyła słuchawkę.
I rzeczywiście, od kiedy Kristina się wprowadziła, Liza zapytała, jak podzielą rachunki. Jednak siostra odpowiedziała, że ciocia — matka Denysa — pozwoliła jej mieszkać za darmo.