Jeszcze raz twoja mama popsuje nam urlop
— Jeszcze raz twoja mama popsuje nam urlop — pojedziemy tylko we dwoje z dzieckiem — ostrzegła żona.
Jelena długo planowała wyjazd nad morze z synem. Siedmioletni Maksym dopiero zaczynał interesować się geografią i bez przerwy pytał o oceany, morza, ryby. Marzył, by zobaczyć prawdziwe fale, zbudować zamki z piasku, znaleźć muszelki.— Mamo, a kiedy pojedziemy nad morze? — pytał każdego wieczoru Maksym.
— Wkrótce, synku. Już wybieram daty — odpowiadała Jelena.
Wrzesień w tym roku był ciepły, wielu znajomych opowiadało, że na południu wciąż można się kąpać. Jelena przeglądała oferty biur podróży, porównywała ceny biletów, czytała opinie o hotelach. Chciała znaleźć miejsce, w którym dziecku będzie wygodnie — czysta plaża, płytkie morze, atrakcje dla dzieci w pobliżu.
Po tygodniu poszukiwań wybór padł na niewielkie miasteczko wypoczynkowe nad Morzem Czarnym. Były tam dobre opinie o plażach, umiarkowane ceny i bezpośrednie loty. Jelena zarezerwowała pokój w rodzinnym hotelu, kupiła bilety lotnicze, a nawet zamówiła transfer z lotniska.
— Wania, zobacz, jaki piękny hotel znalazłam — pokazywała mężowi zdjęcia na stronie. — Mają basen dla dzieci, plac zabaw, a do morza jest pięć minut spacerem.
Iwan oglądał zdjęcia i kiwnął z aprobatą:
— Świetne miejsce. Maksymowi na pewno się spodoba. A kiedy jedziemy?
— Dwudziestego trzeciego września. Na tydzień. Już wszystko załatwiłam.
Na początku mąż wykazywał entuzjazm, nawet pomagał w wyborze kurortu. Pytał o pogodę, interesował się, jakie wycieczki można zamówić, zapewniał, że pojadą całą rodziną.
— Wreszcie odpoczniemy porządnie — mówił Iwan. — Dawno nie byliśmy na wakacjach wszyscy razem.
Jelena cieszyła się, że mąż popiera pomysł. Zazwyczaj Iwan nie lubił długich podróży, wolał spędzać weekendy na działce u rodziców. Tym razem jednak zgodził się łatwo, sam nawet zaproponował kupno nowych kąpielówek i dmuchanego koła dla Maksyma.
Na dwa tygodnie przed wyjazdem Jelena zaczęła pakować walizki. Włożyła letnie ubrania, krem do opalania, zabawki plażowe dla dziecka. Maksym pomagał wybierać, które samochodziki zabrać, jakie książki poczytać w samolocie.
— Mamo, a polecimy samolotem? — pytał z zachwytem chłopiec.
— Tak, synku. Dwie godziny lotu i będziemy nad morzem.
— A tata z nami poleci?
— Oczywiście. Jedziemy przecież całą rodziną.
Ale na tydzień przed wyjazdem w plany rodziny wtrąciła się Walentyna Pietrowna, matka Iwana. Teściowa zadzwoniła wieczorem, gdy cała rodzina jadła kolację.
— Wania, bardzo źle się czuję — zaczęła żałosnym głosem Walentyna Pietrowna. — Ciśnienie mi skacze, serce kłuje. Boję się, że stanie się coś poważnego.
Iwan od razu się zaniepokoił:
— Mamo, a co mówi lekarz?
— Jaki lekarz? W przychodni kolejki, zapisów brak. A prywatni są drodzy. Wiesz przecież, że na emeryturze nie ma pieniędzy.
— To idź na pogotowie, skoro tak źle się czujesz.
— Na pogotowie? — oburzyła się teściowa. — Oni leczą tylko młodych. Starszych ludzi nie traktują poważnie.
Jelena słuchała rozmowy z ponurą miną. Walentyna Pietrowna ciągle skarżyła się na zdrowie, ale zawsze znajdowała powód, by nie pójść do lekarza: a to kolejki, a to lekarze niekompetentni, a to szkoda pieniędzy.
— Mamo, może jednak do lekarza? — nalegał Iwan.
— Wania, ja już stara jestem. Rozumiem, że niewiele mi zostało. Dlatego chcę spędzać czas obok syna. A wy planujecie wyjazd…
Głos teściowej drżał od łez. Walentyna Pietrowna doskonale umiała grać na litości, zamieniając każdą rozmowę w dramat. Zwłaszcza gdy chodziło o plany syna, które nie przewidywały jej stałej obecności.
— Mamo, jedziemy tylko na tydzień — spróbował się bronić Iwan.
— Tylko na tydzień? — zaszlochała. — A jeśli poczuję się naprawdę źle? Jeśli dostanę ataku? Kto pomoże? Sąsiedzi? Oni sami ledwo żyją.
— Masz przecież telefon. Możesz wezwać pogotowie albo zadzwonić do nas.
— Zadzwonić z tamtego świata? — teatralnie rzuciła. — Wania, jeśli wyjedziecie, mnie może już nie być. I będziesz żył z tym do końca życia.
Jelena zacisnęła pięści pod stołem. Emocjonalny szantaż w wykonaniu Walentyny Pietrowny brzmiał odrażająco. Kobieta sugerowała rychłą śmierć, by tylko pokrzyżować rodzinne wakacje.— Mamo, co ty mówisz — odezwał się bezradnie Iwan.
— Mówię prawdę. Czuję, że zdrowie mam coraz gorsze. A wy myślicie tylko o rozrywkach.
Mąż posmutniał i zaczął mamrotać do słuchawki:
— Może rzeczywiście trzeba przełożyć urlop? Skoro tak ci ciężko…
W Jelenie aż się zagotowało. Czy naprawdę Iwan znów da się zmanipulować matce? Czy znowu trzeba będzie odwołać długo wyczekiwany wyjazd?
— Wania, przecież rozumiesz, że mama jest sama — tłumaczył się mąż. — Nie można zostawić chorego człowieka.
— Chorego? — nie wytrzymała Jelena. — Przecież ona do lekarza iść nie chce! Jaka ona chora?
Iwan zasłonił ręką słuchawkę:
— Ciszej. Mama usłyszy.
— Niech usłyszy! Mam dość tego teatru!
Ale Iwan już dalej rozmawiał z matką:
— Mamo, zastanowimy się. Może faktycznie lepiej nigdzie teraz nie jechać.
Jelena gwałtownie wstała od stołu. Fala rozczarowania ją ogarnęła. Znowu rodzinne plany rozpadały się przez kaprysy Walentyny Pietrowny. Znowu mąż wybierał matkę zamiast żony i dziecka.
— Maksym, idź się umyć — powiedziała Jelena do syna.
— A pojedziemy nad morze? — spytał chłopiec.
Jelena spojrzała na męża, który wciąż rozmawiał z matką. Kiwał głową do słuchawki, zgadzając się z każdym słowem Walentyny Pietrowny.
— Nie wiem, synku. Tata decyduje.
Pół godziny później Iwan zakończył rozmowę i podszedł do żony. Jelena stała przy oknie, patrząc w ciemne podwórko.
— Lena, przecież rozumiesz sytuację — zaczął mąż. — Mama naprawdę źle się czuje.
— Rozumiem — odpowiedziała krótko Jelena.
— Może przełóżmy wyjazd na przyszły rok?
— W przyszłym roku będzie inny powód.
— Jaki jeszcze powód?
— Twoja mama zawsze znajdzie powód, żeby zepsuć nam plany.
Iwan zmarszczył brwi:
— Ona nie chce psuć. Po prostu boi się zostać sama w takim stanie.
— W jakim stanie? Gdzie jest zaświadczenie od lekarza? Gdzie wyniki badań?
— Lena, to starsza kobieta. Rzeczywiście może jej się zrobić źle.
— Źle może się jej zrobić w każdej chwili. To znaczy, że nigdy nigdzie nie pojedziemy?
Iwan wzruszył ramionami. Jelena zrozumiała — decyzja już zapadła. Urlop znów został odwołany. Bilety trzeba będzie oddać, rezerwację hotelu anulować. A przede wszystkim wytłumaczyć Maksymowi, dlaczego zostają w domu.
Następnego dnia Jelena pojechała do biura podróży. Bilety lotnicze udało się zwrócić z niewielką opłatą. Z hotelem było gorzej — rezerwacja była bezzwrotna, pieniądze przepadły.
— Mamo, a dlaczego nie jedziemy? — pytał Maksym.
— Babcia źle się czuje. Tata chce zostać przy niej.
— A nie możemy pojechać bez taty?
Jelena zamyśliła się. Właściwie, dlaczego nie? Maksym marzy o morzu, bilety można kupić ponownie, tylko na inne daty. Mogą jechać we dwoje.
— Możemy — powiedziała Jelena. — Możemy pojechać bez taty.
Wieczorem mąż wrócił z pracy. W ciągu dnia zdążył odwiedzić matkę, zawiózł jej jedzenie, lekarstwa. Walentyna Pietrowna, jak zawsze, wyglądała zdrowo i pełna sił — gotowała obiad, sprzątała mieszkanie. Nie było żadnych oznak poważnych dolegliwości.
— Jak mama? — spytała Jelena.
— Lepiej. Ale i tak się martwi. Prosiła, żeby nie zostawiać jej samej na długo.
— Rozumiem. Iwan, postanowiłam pojechać z Maksymem bez ciebie.
Mąż zdziwił się:
— Jak to bez mnie?
— Bardzo prosto. Kupuję bilety dla nas dwojga i jadę z synem nad morze.
— Przecież umówiliśmy się, że odkładamy urlop.