Ciąg dalszy opowieści
Zaczęłam grzebać palcami w miękkiej, wilgotnej ziemi. Moje paznokcie były całe w błocie, serce biło w gardle. Nagle poczułam coś twardego. Wyciągnęłam małe, metalowe pudełko. Było stare i zardzewiałe. Otworzyłam je drżącymi rękami.
W środku nie było złota ani biżuterii. Były tam stare zdjęcia i zakrwawiona chusteczka. Na zdjęciach był… Tomek. Ale młodszy, może 15 lat temu. Stał obok kobiety, której twarz była zamazana, i małego chłopca. Na odwrocie jednego ze zdjęć widniał napis: „Nigdy nas nie znajdziesz. 1998”.
W tym momencie poczułam chłód na karku. Usłyszałam kroki za plecami.
— Nie powinnaś tego dotykać — usłyszałam głos Tomka. Był nienaturalnie spokojny, wręcz martwy.
Odwróciłam się gwałtownie. Stał tam, trzymając w ręku starą, zardzewiałą siekierę, którą widziałam wcześniej w szopie. Jego oczy, zwykle łagodne, teraz były pełne lodowatego obłędu.
— Tomek, co to jest? Kim są ci ludzie? — wykrztusiłam, cofając się pod pień dębu.
— To moja przeszłość. Przeszłość, którą myślałem, że pogrzebałem na zawsze. A ty właśnie ją odkopałaś — powiedział, robiąc krok w moją stronę.
Wtedy zrozumiałam wszystko. Ten „romantyczny wyjazd” w odludne miejsce nie był dla nas. Był dla niego. Aby upewnić się, że jego sekrety pozostaną bezpieczne. Chłodny dystans, nerwowe telefony do kogoś, kto najwyraźniej go szantażował… a teraz ja. Stałam się problemem.
— Co zamierzasz zrobić? — zapytałam szeptem, widząc, jak mocniej zaciska dłoń na trzonku siekiery.
Uśmiechnął się krzywo. — To, co muszę.
W tym ułamku sekundy, gdy uniósł siekierę, skoczyłam w bok. Przetoczyłam się po trawie, ignorując ból, i zaczęłam biec w stronę domu. Słyszałam za sobą jego ciężki oddech i kroki. Wpadłam do kuchni, zatrzasnęłam drzwi i przekręciłam klucz. Ale wiedziałam, że to go nie powstrzyma. Siekiera uderzyła w drewno raz, drugi. Drzwi zaczęły pękać.
Byłam uwięziona. Nie było zasięgu, nie było sąsiadów. Tylko ja, szaleniec z siekierą i mroczna tajemnica sprzed lat. Spojrzałam na kuchenny nóż leżący na blacie. Wiedziałam, że mam tylko jedno wyjście. Musiałam walczyć.
Gdy jego twarz pojawiła się w wyłomie w drzwiach, nie widziałam już w nim męża. Widziałam potwora. Chwyciłam nóż i przygotowałam się na najgorsze. To nie był koniec naszych wakacji. To był początek mojej walki o przetrwanie. I wiedziałam, że tylko jedno z nas opuści ten dom żywe.