Ciąg dalszy opowieści
Olga stała przy oknie z kubkiem wystygającej herbaty i wpatrywała się w majowe niebo, kiedy otworzyły się drzwi wejściowe. Zapach perfum teściowej, ciężki i duszący, wypełnił kuchnię, zanim kobieta w ogóle się odezwała.
— Przygotuj kolację dla dwudziestu pięciu osób, zaprosiłam na twoje urodziny całą rodzinę — oznajmiła radośnie Grażyna, rzucając klucze na blat.
Olga poczuła, jak kręci jej się w głowie. Dwadzieścia pięć osób? To nie była tylko rodzina. To był cały klan, z którym Olga ledwo utrzymywała kontakt. Ale najbardziej zabolało to, że nikt jej nie zapytał o zdanie. To miały być jej pierwsze urodziny po trudnym roku, po terapii i walce o odzyskanie spokoju.
— Mamo, ale my z Markiem mieliśmy iść do restauracji… — zaczęła cicho Olga.
— Marek już wie i się cieszy! Nie bądź egoistką, Oleńko. A, i jeszcze jedno… — Grażyna uśmiechnęła się w sposób, od którego Oldze zrobiło się niedobrze. — Zaprosiłam też Kingę. Przecież to dawna przyjaciółka rodziny, nie wypadało jej pominąć, skoro jest w mieście.
Świat Olgi zatrzymał się w miejscu. Kinga. Kobieta, z którą Marek miał romans rok temu. Kobieta, przez którą Olga niemal targnęła się na swoje życie. Grażyna wiedziała o wszystkim. Wiedziała, jak wiele kosztowało Olgę wybaczenie mężowi.
Wieczór urodzinowy był torturą. Olga biegała między kuchnią a salonem, serwując dania ludziom, którzy ledwo ją zauważali. Marek unikał jej wzroku, a Kinga… Kinga siedziała przy stole, błyszcząc i śmiejąc się głośno z żartów teściowej.
W pewnym momencie Olga weszła do kuchni po kolejną porcję sałatki. Zastała tam Grażynę i Kingę szepczące nad telefonem.
— Zobaczysz, Kingusia, jeszcze chwila i wszystko wróci do normy. Ten dom potrzebuje prawdziwej pani, a nie kogoś tak… słabego — szepnęła teściowa, nie zauważając Olgi.
Olga nie zaczęła płakać. Coś w niej pękło, ale nie był to ból, lecz lodowaty spokój. Podeszła do stołu, chwyciła wielki tort urodzinowy, który sama upiekła, i zamiast do salonu, skierowała się do przedpokoju.
— Marek! Grażyna! Zapraszam wszystkich na niespodziankę! — krzyknęła nienaturalnie radosnym głosem.
Gdy wszyscy zgromadzili się w ciasnym korytarzu, Olga spokojnie otworzyła drzwi wejściowe na oścież. — Moim urodzinowym życzeniem jest… żebyście wszyscy natychmiast wyszli. Marek, twoje walizki są już wystawione na balkon. Kinga, możesz go sobie wziąć razem z jego mamusią. A to… to na drogę! — Z tymi słowami Olga rzuciła tortem prosto w idealnie ułożoną fryzurę teściowej.
Wśród ogłuszającej ciszy i spływającego po twarzy Grażyny kremu, Olga po prostu zamknęła drzwi i przekręciła klucz. Po raz pierwszy od lat poczuła, że majowe niebo za oknem należy tylko do niej.