Ciąg dalszy opowieści
To miał być zwykły wtorek. Marek, jak co rano, przygotował śniadanie, podał żonie leki i ucałował ją w czoło przed wyjściem do pracy. Anna uśmiechnęła się blado, tym swoim smutnym wzrokiem, który zawsze rozdzierał mu serce. Od pięciu lat była więźniem własnego ciała, a on – jej najwierniejszym opiekunem.
Gdy Marek wrócił pod drzwi po zapomniany portfel, nie spodziewał się, że to wejście zmieni jego życie na zawsze. Zamiast ciszy panującej w domu osoby obłożnie chorej, usłyszał muzykę. Rytmiczne, latynoskie bity wydobywały się z ich sypialni.
Pchnął drzwi.
Anna nie leżała w łóżku. Stała przed lustrem w pełnym makijażu, ubrana w nową sukienkę, której Marek nigdy wcześniej nie widział. Ale to nie było najgorsze. Obok niej stał Paweł – ich wspólny przyjaciel, który „pomagał” Markowi w sprawach finansowych i urzędowych przez ostatnie lata. Anna właśnie robiła obrót, tańcząc w jego ramionach, śmiejąc się wniebogłosy.
– Kochanie, musimy to skończyć, zanim Marek wróci z tej swojej nudnej roboty – powiedziała Anna, całując Pawła. – Jeszcze tylko rok i ubezpieczenie wypłaci nam ostatnią transzę za „trwały uszczerbek”. Wtedy znikniemy.
Marek poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła. Pięć lat. Tysiące nieprzespanych nocy. Sprzedany samochód, długi na rehabilitację, która – jak się okazało – wcale nie była potrzebna. Wszystko było zaplanowanym oszustwem.
– Ania? – wychrypiał.
Oboje odskoczyli od siebie. Anna straciła równowagę, ale nie upadła jak sparaliżowana osoba. Odruchowo stanęła pewnie na nogach. Jej twarz w ułamku sekundy zmieniła się z radosnej w lodowatą maskę.
– Marek, to nie tak… – zaczął Paweł, ale Anna mu przerwała.
– I tak byś się nie dowiedział, jesteś za naiwny – syknęła, prostując się dumnie. – Miałam dość biedy. Ten wypadek to była jedyna szansa, żeby wycisnąć z tego systemu i z ciebie każdy grosz. Myślałeś, że będę gnić w tym bloku do starości?
Marek nie krzyczał. Nie rzucił się z pięściami. Wyjął telefon i spokojnie powiedział: – Nagrałem ostatnie trzydzieści sekund, Aniu. Policja i firma ubezpieczeniowa będą zachwycone twoim „cudownym uzdrowieniem”.
W tej samej chwili Anna rzuciła się na niego, próbując wyrwać telefon, ale Marek po prostu się odsunął, a ona upadła na kolana – tym razem naprawdę, z przerażenia przed tym, co ją czeka. Marek wyszedł z mieszkania, nie zabierając portfela. Wiedział jedno: jego życie właśnie się zaczęło, a kłamstwo, które go dusiło, wreszcie pękło.