Ciąg dalszy opowieści
W ręku jego matki, Haliny, nie było zwykłej torebki. Trzymała… teczkę z dokumentami prawnymi oraz akt notarialny mojego domu.
— O co tu chodzi? — zapytałam, czując, jak pokój zaczyna wirować. — Skąd masz dokumenty mojego domu?! Robert uśmiechnął się paskudnie, tracąc resztki maski idealnego partnera. — Kochanie, chyba zapomniałaś, co podpisywałaś trzy miesiące temu, kiedy braliśmy kredyt na samochód. Dałaś mi pełnomocnictwo notarialne do zarządzania twoimi nieruchomościami w razie “nieprzewidzianych sytuacji”. Prawnik Haliny uznał, że brak dachu nad głową jego klientki to sytuacja wyższa. Dom jest już przepisany jako darowizna na moją mamę.
Czułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Przypomniałam sobie ten dzień. Spieszyliśmy się, Robert podsunął mi plik dokumentów u notariusza, poganiał mnie, mówił, że to tylko formalności do wspólnego konta i auta. Zaufałam mu bezgranicznie. Przecież planowaliśmy ślub!
Halina weszła do salonu jak do siebie. — No, rusz się dziewczyno, pomóż Robertowi zanieść resztę moich rzeczy z taksówki. I spakuj swoje graty z domku, bo od jutra wymieniamy tam zamki. Mój młodszy syn, Marcin, też tam zamieszka ze swoją dziewczyną. Dom jest duży, pomieścimy się — powiedziała zimnym, rozkazującym tonem.
Przez kilka minut stałam jak sparaliżowana. Słyszałam ich śmiech, Robert triumfalnie brzęczał kluczami (dokładnie tak, jak na zdjęciu zrobionym przez moją sąsiadkę, która wpadła chwilę później, słysząc krzyki). Myśleli, że wygrali. Myśleli, że zniszczyli mnie i zabrali mi wszystko.
Ale popełnili jeden, krytyczny błąd.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer. Nie do policji. Do mojego wujka, który jest prokuratorem, oraz do… prawdziwego właściciela działki.
— Robert — powiedziałam dziwnie spokojnym głosem, od którego oboje zamarli. — Dom na działce faktycznie należał do moich dziadków i przepisali go na mnie. Ale ziemia, na której stoi, należy do Skarbu Państwa i jest objęta ścisłym rezerwatem przyrody z zakazem meldunku i stałego zamieszkiwania. Ja miałam tylko dzierżawę wieczystą na cele rekreacyjne, niezbywalną bez zgody gminy. Wasz “prawnik” to oszust, a wasz akt darowizny jest wart tyle, co papier toaletowy. Właśnie popełniliście przestępstwo wyłudzenia i fałszerstwa.
Twarz Roberta zalała się bladością. Halina upuściła teczkę, a dokumenty rozsypały się po podłodze.
W ciągu następnych dwóch godzin Robert został spakowany i wyrzucony z mojego mieszkania (które na szczęście było wynajmowane tylko na moje nazwisko). Dzisiaj sprawą zajmuje się prokuratura, a “wspaniała mamusia” zamiast luksusowego domu nad jeziorem, szuka taniego pokoju do wynajęcia, bo pieniądze ze sprzedaży jej mieszkania dawno przepadły na kontach bukmacherskich jej drugiego syna.
Nigdy nie ufajcie facetowi, który zbyt mocno interesuje się waszym majątkiem. Pozory mylą, a chciwość ludzka nie zna granic.