Ciąg dalszy opowieści
Tomek patrzył na mnie z góry, pewny siebie i przekonany o swojej absolutnej władzy. Obok niego, jego nowa wybranka, Sandra, ostentacyjnie przeglądała się w lustrze, które sama kupowałam do przedpokoju.
— Z czego się śmiejesz, idiotko?! — warknął Tomek, czerwieniejąc ze złości. — Wynoś się stąd w podskokach!
Wzięłam głęboki oddech. Moje dłonie już drżały. Spojrzałam mu prosto w oczy i spokojnym, lodowatym głosem powiedziałam: — To ty się pakuj, Tomku. I zabierz swoją ciężarną księżniczkę. Masz dokładnie dziesięć minut, zanim przyjedzie policja i ochrona.
Tomek wybuchnął głośnym, kpiącym śmiechem. — Policja? Do mojego mieszkania? Chyba oszalałaś z żalu! To ja zarobiłem na ten dom! — Tak, zarobiłeś — przytaknęłam, pokazując mu ekran telefonu z wiadomością od prawnika i załączonym dokumentem. — Ale zapomniałeś, że kiedy brałeś kredyt, twoja firma była na skraju bankructwa. Twój ojciec przepisał to mieszkanie na mnie w ramach darowizny, żeby komornik go nie zajął. Pamiętasz? Dokumenty są tylko na moje nazwisko. Jesteś tu nikim innym, jak nielegalnym lokatorem.
Twarz Tomka momentalnie zbladła. Zaczął nerwowo oddychać, zdając sobie sprawę, że w amoku miłosnym całkowicie zapomniał o tym prawnym manewrze sprzed lat.
Ale to nie był najgorszy cios. Sandra, słysząc słowa o braku praw do mieszkania i problemach, natychmiast przestała się uśmiechać. — Jak to? — pisnęła. — Tomek, mówiłeś, że to twój apartament! Że jesteś milionerem! — Kochanie, czekaj, to pomyłka… — zaczął bąkać, ale ja mu przerwałam.
— Och, to jeszcze nie wszystko — uśmiechnęłam się szeroko, patrząc na Sandrę. — Widzisz, Sandro… Tomek tak bardzo chciał mieć dziecko, że wmówił sobie, że to ja jestem bezpłodna. Nigdy nie zrobiliśmy badań, bo jego męskie ego na to nie pozwalało. Ale ja zrobiłam badania w zeszłym miesiącu. Jestem całkowicie zdrowa. Za to mój prawnik zdobył wczoraj wyniki Tomka z kliniki leczenia niepłodności, do której w tajemnicy wysłała go jego matka. Tomku… masz całkowitą, wrodzoną bezpłodność. Nigdy nie będziesz mógł mieć dzieci.
W pokoju zapadła grobowa cisza. Tomek patrzył na mnie z przerażeniem, a potem powoli odwrócił głowę w stronę Sandry. Dziewczyna zaczęła się cofać w stronę drzwi, jej twarz była biała jak ściana.
— Ty… ty potworze! Oszukałaś mnie! — ryknął Tomek w stronę Sandry, zdając sobie sprawę, że dziecko, które nosi pod sercem, należy do kogoś zupełnie innego. Ona chciała tylko jego rzekomego majątku. — Sam jesteś idiotą! — wrzasnęła Sandra, złapała swoją torebkę i wybiegła z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Tomek upadł na kolana na środku pokoju, wśród porozrzucanych kartonów, które sam przygotował dla mnie. Stracił wszystko w jedną minutę: żonę, mieszkanie, złudzenia o dziecku i swoją dumę. Spojrzałam na niego z góry bez cienia współczucia, wzięłam swoją małą torebkę i wyszłam, zostawiając go sam na sam z jego własną głupotą.