Ciąg dalszy opowieści

Daniel siedział przy stoliku z przykrytym białym obrusem, trzymając za rękę Laurę – kobietę, dla której pięć lat temu był gotów zniszczyć życie Sophie. Kelner właśnie nalewał wino, gdy w drzwiach pojawiła się ona.

Sophie nie była już tą zastraszoną dziewczyną, którą zostawił. Miała na sobie szmaragdowy płaszcz, pewny krok i spojrzenie, które przeszywało na wylot. U jej boku stały dwa małe klony Daniela – chłopiec i dziewczynka o identycznych, ciemnych oczach.

W całej restauracji zapadła grobowa cisza. Daniel zbladł, jego twarz stała się niemal tak biała jak obrus. — Sophie? — wykrztusił, wstając gwałtownie. — Ty… ty przecież…

Sophie podeszła do jego stolika, ignorując zdezorientowaną Laurę. Spokojnie postawiła przed Danielem swoją markową torebkę i spojrzała mu prosto w oczy.

— Pamiętasz tamtą wizytę w klinice, Danielu? Tę, na którą tak bardzo nalegałeś? — spytała głosem czystym i donośnym, tak by każdy gość mógł ją usłyszeć. — Przykro mi, że nie dotarłam. Miałam wtedy ważniejsze sprawy na głowie. Na przykład ratowanie życia moich dzieci, których ty nie chciałeś.

Laura zaczęła się wiercić, patrząc z niedowierzaniem na męża. — Kochanie, o czym ona mówi? Jakie dzieci?

Sophie uśmiechnęła się lodowato i wyciągnęła z torebki grubą kopertę. — Poznaj swoje dzieci, Danielu. To jest Leo i Maya. Ale nie przyszłam tu po alimenty. Przyszłam ci podziękować. Gdybyś nie był takim potworem, nigdy nie uciekłabym do Londynu, nie założyłabym własnej firmy i nie poznałabym człowieka, który naprawdę wie, co to rodzina.

Daniel próbował coś powiedzieć, ale Sophie mu przerwała, kładąc na stole dokumenty. — To są papiery dotyczące twojej firmy, Danielu. Tej, którą właśnie próbowałeś sprzedać funduszowi inwestycyjnemu „Horizon”. Chciałam ci tylko osobiście przekazać radosną nowinę… to ja jestem większościowym udziałowcem tego funduszu.

Twarz Daniela wykrzywił grymas przerażenia. Wszystko, na co pracował przez ostatnie lata, by zaimponować nowej żonie, teraz należało do kobiety, którą skazał na niebyt.

— Jutro rano o dziewiątej mój prawnik przejmuje twój gabinet — powiedziała Sophie, pochylając się nad nim. — A teraz ciesz się kolacją. To ostatni posiłek, za który płacisz z moich pieniędzy.

Odwróciła się na pięcie i wyszła z restauracji, zostawiając Daniela w kompletnej ruinie, pod ostrzałem pytań jego wściekłej żony i szeptów wszystkich obecnych. Sophie wiedziała, że zemsta najlepiej smakuje na zimno, ale wolność, którą czuła w tej chwili, była jeszcze słodsza.

Recommended

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker