Ciąg dalszy opowieści
Kroki na korytarzu cichły i przybliżały się na zmianę, a ja stałam jak sparaliżowana, wpatrując się w fotografię leżącą na zakurzonym parkiecie.
Na zdjęciu, zrobionym z ukrycia w jakimś luksusowym hotelu, stał mój mąż. Ten sam Tomek, który teraz trzymał mnie za ramię z siłą imadła. Ale to nie jego obecność tam mnie zszokowała. Obok niego, z szerokim uśmiechem i kieliszkiem szampana w dłoni, stał szef mojej nowej kancelarii — mecenas Andrzejewski. Mężczyzna, który rano witał mnie z tak przesadną, wręcz ojcowską uprzejmością. Na stole przed nimi leżały grube pliki gotówki oraz dokumenty z czerwonym stemplem „TAJNE”.
Jednak najgorszy był szczegół, który dostrzegłam w rogu zdjęcia. Na ścianie hotelowego pokoju wisiał kalendarz. Data była wyraźna: 14 marca 2018 roku.
Dzień, w którym moja młodsza siostra zginęła w niewyjaśnionym wypadku samochodowym, a sprawcy nigdy nie odnaleziono. Śledztwo umorzono z powodu „braku dowodów”, a naszą rodzinę reprezentował wtedy… mecenas Andrzejewski. Tomek był wtedy moim narzeczonym. Płakał razem ze mną na pogrzebie.
— Co to jest? — mój głos zmienił się w pisk. — Tomek, co ty tam robiłeś?! Dlaczego byłeś z nim w dniu, w którym zginęła Kasia?!
Tomek puścił mój nadgarstek. Twarz mu stężała, a strach w oczach ustąpił miejsca zimnej, kalkulującej rezygnacji. Cofnął się o krok i zamknął drzwi do archiwum, przekręcając klucz w zamku.
— Miałaś tu nigdy nie trafić, Anka — powiedział cicho, a jego głos nie przypominał już głosu mojego ciepłego, kochającego męża. — Przez osiem lat dbałem o to, żebyś trzymała się z dala od prawa, od Andrzejewskiego, od tamtej sprawy. Dlaczego musiałaś wysłać CV akurat tutaj?
— Sprzedałeś ją? — łzy zaczęły palić mnie w oczy, a żołądek podszedł do gardła. — Sprzedałeś moją siostrę?!
— Uratowałem nas! — warknął nagle, podchodząc bliżej. — Andrzejewski prowadził sprawę syna jednego z najbogatszych ludzi w tym kraju. To ten gówniarz potrącił Kasię. Gdybyśmy zaczęli walczyć, zniszczyliby nas. Mnie, ciebie, twoich rodziców. Andrzejewski przyszedł do mnie z propozycją. Pieniądze za milczenie i za zniszczenie ubrań Kasi, które miałem przekazać prokuraturze jako dowód. Dzięki temu kupiliśmy mieszkanie! Dzięki temu masz życie, o jakim marzyłaś!
Wstrząsnęło mną potężne uderzenie obrzydzenia. Człowiek, z którym dzieliłam łóżko przez ostatnie lata, kupił nasz dom za krew mojej siostry.
W tym momencie klamka od drzwi archiwum poruszyła się gwałtownie.
— Pani Anno? Wszystko w porządku? Słyszałem krzyki — zza drzwi dobiegł głęboki, spokojny głos mecenasa Andrzejewskiego.
Tomek spojrzał na drzwi, potem na mnie. Szybkim ruchem podniósł zdjęcie z podłogi i schował je do kieszeni. W jego dłoni nagle pojawił się mały, ostry nożyk do otwierania listów, który podniósł z biurka archiwisty.
— Wybacz, kochanie — wyszeptał, patrząc mi prosto w oczy z przerażającym chłodem. — Ale nie pozwolę ci zniszczyć tego, co budowałem przez tyle lat. Powiesz mecenasowi, że to był tylko napad paniki. A potem wrócimy do domu i zapomnisz o tym wszystkim. Albo… podzielisz los Kasi. Ona też za dużo pytała.
Zamarłam. Dopiero w tym momencie dotarła do mnie najgorsza, najstraszniejsza prawda: to nie syn bogacza zabił moją siostrę.
Spojrzałam na nożyk w jego ręku i na klamkę, która właśnie zaczęła ustępować, gdy klucz w zamku mecenasa zaczął się przekręcać od zewnątrz…