Ciąg dalszy opowieści
W pokoju zrobiło się tak zimno, jakby ktoś otworzył okno w środku zimy. Anna stała nieruchomo, trzymając wsuwkę do włosów, która nagle wydała się jej niesamowicie ciężka. Słowa Edwarda dudniły w jej głowie niczym dzwon alarmowy.
— Co… co ty mówisz, Edward? — wykrztusiła, czując, jak jej serce zaczyna walić w piersi jak szalone. — Mój ojciec zginął w wypadku samochodowym dziesięć lat temu. To był nieszczęśliwy wypadek!
Edward uśmiechnął się, ale w tym uśmiechu nie było ani grama ciepła. To była maska psychopaty, która właśnie opadła, odsłaniając przerażającą prawdę.
— Wypadek? — zaśmiał się cicho, wstając z fotela i powoli podchodząc do dziewczyny. — Tak właśnie powiedziała policja, bo bardzo dobrze im zapłaciłem. Twój ojciec, Jan, był moim wspólnikiem. Kiedy odkrył, że wyprowadzam miliony z naszej firmy, chciał iść do prokuratury. Musiałem go uciszyć. Przecięte przewody hamulcowe załatwiły sprawę.
Anna cofnęła się, aż jej plecy dotknęły zimnej szyby okna. Łzy napłynęły jej do oczu. Spojrzała na człowieka, którego jeszcze godzinę temu przysięgała kochać i szanować aż do śmierci.
— Dlaczego? Dlaczego w takim razie ożeniłeś się ze mną? — wykrztusiła przez łzy.
— O, to proste — Edward podszedł tak blisko, że czuła zapach jego drogich perfum wymieszany z alkoholem. — Jan przed śmiercią ukrył pendrive z dowodami obciążającymi mnie na miliony dolarów. Szukałem go przez lata. Niedawno dowiedziałem się, że zapisał cały swój majątek, w tym stary, zamknięty dom w górach, tobie. Prawo do tego domu zyskałaś dopiero w dniu ślubu. Potrzebowałem cię, Anno. Jako moja żona podpiszesz mi pełnomocnictwo do zarządzania tym domem. A potem… cóż, historia lubi się powtarzać. Geny to geny, może też będziesz miała “wypadek”?
Anna poczuła, jak strach paraliżuje jej ciało. Zrozumiała, że jest w pułapce. Dom był odizolowany, telefon został w torebce na dole, a przed nią stał potwór. Edward wyciągnął z kieszeni dokumenty i rzucił je na łóżko. — Podpisz to teraz. I nie krzycz, nikt cię tu nie usłyszy.
Anna spojrzała na dokumenty, potem na Edwarda. Jej strach nagle zaczął ustępować miejsca wściekłości. Otarła łzy ręką. — Nie podpiszę tego — powiedziała cicho, ale stanowczo.
Edward spoważniał, a jego oczy pociemniały ze złości. Zrobił krok w jej stronę, podnosząc rękę, by ją złapać, ale w tym momencie zza ciężkich zasłon sypialni wyłonił się cień.
— Ona niczego nie podpisze, Edward — rozległ się głęboki, męski głos.
Edward zamarł i odwrócił się gwałtownie. Z cienia wyszedł wysoki, barczysty mężczyzna w policyjnej odznace na szyi. Za nim z korytarza wbiegło trzech kolejnych, uzbrojonych funkcjonariuszy.
— Co… co to ma być?! — wykrztusił zszokowany Edward, podnosząc ręce do góry.
Anna odetchnęła z ulgą, a na jej twarzy pojawił się triumfalny uśmiech. — Myślisz, że byłaś jedynym, który szukał prawdy, Edward? — powiedziała spokojnie. — Znalazłam ten pendrive trzy miesiące temu w starej skrytce taty. Dowiedziałam się z niego wszystkiego. Wiedziałam, że policja potrzebuje twojego bezpośredniego przyznania się do winy, bo stare dowody mogłeś podważyć w sądzie. Ten ślub… to małżeństwo… to była przynęta. A ty właśnie złapałeś się w pułapkę.
Zza sukni ślubnej Anny, ukryty w koronkach, błyszczał mały, profesjonalny mikrofon bezprzewodowy.
Edward, blady jak ściana, został natychmiast obezwładniony i zakuty w kajdanki. Gdy policjanci wyprowadzali go z pokoju, spojrzał na Annę z nienawiścią, ale ona nie czuła już strachu. Sprawiedliwości stało się zadość, a pamięć jej ojca została w końcu oczyszczona.