Ciąg dalszy opowieści
Gdy zapytałam go, czy mówi poważnie, Timur nawet nie spuścił wzroku. W jego oczach nie było ani grama wstydu.
— Oczywiście, że serio — odpowiedział chłodno. — Marta nie ma gdzie mieszkać, a ja nie zamierzam płacić alimentów i tracić kasy na jej wynajem, skoro tutaj mamy tyle miejsca. Poza tym, dzieci potrzebują ojca. A ty, jeśli nie potrafisz tego zaakceptować, po prostu spakuj walizki.
Byłam w głębokim szoku. On naprawdę zapomniał, czyje to jest mieszkanie. Kiedy zaczęliśmy mieszkać razem, pozwoliłam mu się zameldować ze względu na jego pracę, a on najwyraźniej uznał, że stał się tu panem i władcą.
W tym momencie usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Drzwi się otworzyły i do przedpokoju weszła jego była żona, Marta, trzymając w rękach wielkie torby podróżne. Za nią stała dwójka dzieci. Spojrzała na mnie z triumfującym uśmiechem, jakby już wygrała tę wojnę.
— O, cześć! Timur mówił, że pokój gościnny jest już wolny — rzuciła złośliwie, mijając mnie w korytarzu.
Timur stał obok z zadowoloną miną, pewny, że zacznę płakać, krzyczeć albo ulegnę jego szantażowi. Ale zamiast histerii, poczułam nagłą, lodowatą lawinę spokoju. Zrozumiałam, że ten człowiek nigdy mnie nie kochał — byłam dla niego tylko wygodną opcją i darmowym hotelem.
— Dobrze — powiedziałam bardzo cicho, wstając od stołu. — Skoro tak stawiasz sprawę… ustąpię wam miejsca.
Timur uśmiechnął się szeroko, myśląc, że wygrał. Zaczął nawet pomagać Marcie wnosić rzeczy. Ja natomiast spokojnie wzięłam do ręki telefon, wyszłam na balkon i wykonałam jeden krótki telefon. Do mojego rodzonego brata, który jest… oficerem policji, oraz do mojego prawnika.
Wróciłam do pokoju, wzięłam swoją torebkę, dokumenty i klucze. — Wychodzę na dwie godziny, żebyście mogli się „rozgościć” — powiedziałam z uśmiechem, który bardzo ich zaniepokoił.
Kiedy wróciłam, nie byłam sama. Towarzyszył mi brat w mundurze, ślusarz oraz właściciel firmy ochroniarskiej. Timur i Marta siedzieli na kanapie, pijąc moją drogą kawę. Na widok policji i obcych ludzi Timur zerwał się na równe nogi.
— Co to ma znaczyć?! — wrzasnął.
— To oznacza, Timurku, że wasz krótki pobyt dobiegł końca — odpowiedziałam, podając mu dokumenty cofające jego prawo do przebywania w moim lokalu ze skutkiem natychmiastowym, przygotowane przez mojego prawnika. — A teraz macie dokładnie piętnaście minut na opuszczenie MOJEGO mieszkania. Jeśli cokolwiek z moich rzeczy zniknie, mój brat osobiście dopilnuje, żebyście spędzili noc na komisariacie.
Marta zaczęła krzyczeć, dzieci płakać, a Timur próbował rzucić się na mnie z pięściami, ale natychmiast został obezwładniony przez ochronę i mojego brata. Wyprowadzono ich w kajdankach na oczach wszystkich sąsiadów z bloku, a ich niedopakowane torby ślusarz po prostu wystawił na klatkę schodową.
Gdy drzwi się zamknęły, a zamki zostały wymienione, usiadłam na kanapie. Bolało mnie serce z powodu zdrady, ale czułam niesamowitą ulgę. Zrozumiałam najważniejszą lekcję w życiu: nigdy nie pozwól nikomu wejść sobie na głowę, zwłaszcza we własnym domu.