Ciąg dalszy opowieści
Moje serce waliło jak oszalałe. Podbiegłam do stołu i wyrwałam papiery z rąk teściowej. Moje oczy biegały po nagłówkach umów, aktów notarialnych i pełnomocnictw.
To nie były papiery na remont.
Igor, wykorzystując fakt, że rok temu podpisałam mu ogólne pełnomocnictwo notarialne (gdy wyjeżdżałam na kontrakt za granicę i musiał zarządzać naszymi opłatami), po prostu… sprzedał moje mieszkanie! Transakcja została sfinalizowana zaledwie trzy dni wcześniej. Ale najgorsze było to, gdzie trafiły te pieniądze.
Na stole leżała umowa zakupu luksusowego apartamentu w Hiszpanii. Kupującym nie była jednak ani moja, ani nawet nasza wspólna rodzina. Właścicielem nieruchomości została… jego matka, Teresa.
„Wy… wy mnie okradliście!” — wykrzyknęłam, a łzy napłynęły mi do oczu. Spojrzałam na Igora, człowieka, którego kochałam i któremu ufałam bezgranicznie przez pięć lat. „Jak mogłeś?! To był spadek po mojej babci! Moje jedyne własne lokum!”
„Uspokój się, Lada, nie histeryzuj” — odpowiedział Igor, nawet nie mrugnąwszy okiem. „Przecież mieszkamy razem w moim domu. Po co ci dwa mieszkania? A mamusia zawsze marzyła o emeryturze w ciepłych krajach. Zasłużyła na to. Zresztą, wszystko jest legalne, sama dałaś mi pełnomocnictwo”.
Teściowa ostentacyjnie westchnęła, poprawiła okulary i rzuciła z pogardą: „Zawsze byłaś samolubna, Lada. Myślisz tylko o sobie. Rodzina polega na pomaganiu sobie nawzajem. Igor zrobił to, co musiał zrobić syn dla matki”.
Siedziałam tam, otoczona przez dwoje ludzi, którzy bezczelnie, w biały dzień, ograbili mnie z dorobku mojego życia i próbowali wmówić mi, że to ja jestem tą złą. Czułam, jak wzbiera we mnie fala czystej nienawiści.
Ale wtedy popełnili jeden błąd. Igor, chcąc mnie uciszyć i pokazać swoją wyższość, rzucił na stół resztę dokumentów, w tym potwierdzenie przelewu bankowego.
I w tym momencie zauważyłam coś, co całkowicie zmieniło zasady gry.
Igor pomyślał o wszystkim, oprócz jednej małej rzeczy. Pełnomocnictwo, którego mu udzieliłam, wygasło dokładnie na tydzień przed podpisaniem umowy sprzedaży mieszkania, ponieważ było wystawione na czas określony — o czym mój mąż, w swoim pośpiechu i chciwości, kompletnie zapomniał. Pieniądze ze sprzedaży zostały przelane, ale transakcja została dokonana na podstawie nieważnego dokumentu. Co więcej, na ostatecznym akcie notarialnym widniał podpis… który ewidentnie został podrobiony.
Mój płacz nagle ustał. Otarłam łzy rękawem, a na mojej twarzy pojawił się zimny uśmiech, który wyraźnie zaniepokoił Igora.
„Co cię tak bawi?” — zapytał, marszcząc brwi.
Wstałam od stołu, powoli i spokojnie, zbierając wszystkie dokumenty w jedną zgrabną kupkę. Spakowałam je do torebki, patrząc mu prosto w oczy.
„Bawi mnie to, Igor, że wasza hiszpańska bajka właśnie zamieniła się w koszmar” — powiedziałam cichym, lodowatym głosem. „Twoje pełnomocnictwo straciło ważność w zeszły wtorek. Sfałszowałeś mój podpis na akcie notarialnym, a twoja mamusia przyjęła pieniądze pochodzące z przestępstwa”.
Twarz Igora w jednej sekundzie zrobiła się blada jak ściana. Teściowa spojrzała na syna z przerażeniem, tracąc całą swoją pewność siebie.
„Lada, czekaj… dogadajmy się…” — zaczął bąkać Igor, wyciągając do mnie rękę, ale ja już stałam w drzwiach kuchni.
„Zobaczymy się w sądzie, Igor. Oboje spędzicie najbliższe lata w zupełnie innym ‘apartamencie’, i zapewniam cię, że nie będzie tam widoku na morze”.
Wyszłam, trzaskając drzwiami. Nie miałam już męża ani teściowej, ale miałam coś o wiele ważniejszego — sprawiedliwość po swojej stronie i dowody, które zniszczą ich życie tak, jak oni próbowali zniszczyć moje.