Ciąg dalszy opowieści
— Daj spokój, Raisa — mąż parsknął śmiechem, tym samym, który kiedyś tak kochałam, a który teraz brzmiał jak jad. — Anka jest naiwna. Uwielbia się mną opiekować. Niech myśli, że jestem chory. Przynajmniej mam spokój, a ona tyra na nas dwoje. A z tą pracą… po co mam się wysilać, skoro jej pensja wystarcza?
Stałam w przedpokoju, ukryta za ścianą, i czułam, jak świat wiruje wokół mnie. Mój mąż, człowiek, któremu ufałam bezgranicznie, cynicznie mnie wykorzystywał. A moja mama? Zamiast go skarcić, zamiast stanąć w mojej obronie, powiedziała coś jeszcze gorszego.
— Tylko uważaj, żeby się nie zorientowała — szepnęła Raisa Wasiliewna, a w jej głosie usłyszałam… aprobatę? — Jeśli ona cię wyrzuci, oboje zostaniemy z niczym.
Musisz grać tę rolę idealnie, póki nie przepiszemy na ciebie jej części mieszkania, tak jak planowaliśmy.
To był cios ostateczny. Nie tylko mąż mnie oszukiwał. Moja własna matka spiskowała przeciwko mnie, żeby odebrać mi majątek! Spisek, cynizm, zdrada najbliższych mi osób.
Pudełko z ciastem ostatecznie wypadło mi z rąk, huknąwszy o podłogę. W salonie zapadła cisza.
Weszłam tam. Maksim, blady, usiadł gwałtownie na kanapie. Mama wstała, poprawiając nerwowo sweter.
— Aniu, ty… ty wcześniej? — wyksztusiła mama.
— Słyszałam wszystko — powiedziałam cicho, a mój głos drżał od powstrzymywanego płaczu i furii. — Obiecałam wam miłość i wsparcie, a wy obiecaliście mi kłamstwa i chciwość.
Maksim próbował coś powiedzieć, zaczął się tłumaczyć, ale uciszyłam go jednym spojrzeniem. Nie było już miejsca na rozmowę. Zdrada była zbyt głęboka. Wyrzuciłam ich oboje. Maksim musiał się wyprowadzić tego samego dnia, a z matką zerwałam wszelki kontakt. Ból jest straszny, ale przynajmniej teraz wiem, na czym stoję. Zaczynam życie od nowa, bez zdrajców u boku.