Ciąg dalszy opowieści
Pułapka w czterech ścianach
Irina wpatrywała się w niebieskie światło monitora. Makieta strony była prawie gotowa. Jako freelancerka walczyła o każde zlecenie, a ten klient mógł otworzyć jej drzwi do stałej współpracy. Od tygodni nie dosypiała, godząc pracę z prowadzeniem domu, w którym od miesiąca „gościła” jej teściowa, pani Grażyna.
— Urządziłaś tu strajk czy co? — Głos Marka przeciął powietrze jak nóż. — Mama sama sobie nie radzi, a ty siedzisz z telefonem!
Irina powoli odwróciła głowę. Marek stał w progu, dysząc ciężko. Za nim, w kuchni, pani Grażyna demonstracyjnie upuściła ścierkę i zaczęła ciężko wzdychać, łapiąc się za serce.
— Marku, ja pracuję. To zlecenie uratuje nasz budżet — powiedziała Irina spokojnie, choć w środku cała drżała.
— Praca? To jest zabawa! Prawdziwa kobieta dba o dom, a nie o obrazki w internecie! — Marek podszedł do biurka i jednym ruchem zamknął laptopa, omal nie przycinając Irinie palców.
To był ten moment. Irina wstała, ale zamiast kłótni, zapadła cisza. Usłyszała dziwny dźwięk z przedpokoju. Ciche kliknięcie zamka w drzwiach wejściowych. Wiedziała, że nikt inny nie miał kluczy.
— Kto to? — zapytała, blednąc.
Marek zmieszał się na sekundę, ale pani Grażyna nagle cudownie „ozdrowiała”. Z uśmiechem, który przyprawiał o ciarki, zawołała: — Wejdź, kochanie! Już przygotowaliśmy grunt.
Do pokoju weszła młoda kobieta z walizką. Wyglądała niemal identycznie jak Irina, tylko była młodsza i miała na sobie… sukienkę Iriny. Tą, którą mąż kazał jej wyrzucić miesiąc temu.
— Poznaj Karolinę — powiedział mąż z zimnym uśmiechem. — Ona nie potrzebuje „makiet”. Ona wie, jak zająć się mężem i mamusią. A ty? Ty właśnie kończysz swój „strajk”. Pakuj się.
Irina poczuła, jak grunt usuwa jej się spod nóg. Ale wtedy zauważyła coś jeszcze. W dłoni Karoliny był telefon, a na ekranie… otwarte konto bankowe Iriny. To nie była tylko zdrada małżeńska. To był zaplanowany skok na jej oszczędności, które gromadziła na osobistym subkoncie.
— Myślisz, że dlaczego mama tu zamieszkała? — zaśmiała się Grażyna. — Potrzebowaliśmy twoich haseł, gdy ty „ciężko pracowałaś” przy komputerze.
Irina poczuła przypływ adrenaliny. Spojrzała na laptopa, potem na nich. Zrozumiała, że przez ostatnie tygodnie instalowali na jej sprzęcie oprogramowanie szpiegowskie pod pozorem „pomocy przy sprzątaniu biurka”.
— Chcecie moich pieniędzy? — zapytała Irina, cofając się w stronę okna. — To spójrzcie na ekran jeszcze raz.
Zanim Marek zdążył zareagować, Irina nacisnęła jeden przycisk na pilocie do serwera, który trzymała w kieszeni. Ekran laptopa rozbłysnął czerwienią. Cały system został zdalnie sformatowany, a przelewy, które Karolina właśnie usiłowała zatwierdzić, zostały zablokowane przez dwuetapową weryfikację, której nie przewidzieli.
— Policja już jedzie. Nagrałam waszą rozmowę — skłamała, ale zrobiła to tak przekonująco, że Marek zamarł.
Wykorzystując ich konsternację, Irina chwyciła torebkę z dokumentami, którą zawsze trzymała pod ręką, i wybiegła z mieszkania, nie oglądając się za siebie. Dopiero na dole, w blasku ulicznych latarni, dotarło do niej, że straciła dom, ale odzyskała wolność.