Ciąg dalszy opowieści
Bartek klęczał na brudnej wycieraczce starej kamienicy, trzymając się za głowę. Z jego oczu płynęły łzy, a z mieszkania obok zaczęli już wyglądać wścibscy sąsiedzi. Kilka metrów dalej, w ramie drzwi, stała jego matka, Danuta. Nie miała w sobie ani grama współczucia. Jej twarz była jak z kamienia.
— Marta, błagam cię, stój! To nie tak, jak myślisz! — krzyczał Bartek, a jego głos łamał się od szlochu. — Ja musiałem to zrobić! Ona mnie szantażowała!
Zatrzymałam się przy schodach. Walizka wydawała się niesamowicie ciężka, dokładnie tak jak atmosfera między nami. — Szantażowała cię? Czym, Bartku? Własnym mieszkaniem? — syknęłam, wycierając łzy wierzchem dłoni. — Słyszałam was! Słyszałam, jak mówiła, że „plan się powiódł” i że teraz czas się mnie pozbyć, bo i tak wszystko jest przepisane na nią!
Wtedy Bartek podniósł na mnie wzrok. Był blady jak ściana. — Marta… to mieszkanie nigdy nie było kupione za jej oszczędności. Moja mama… ona przepisała na siebie długi mojego zmarłego ojca, o których nikt nie wiedział. Obciążyła nimi mnie. Postawiła mi warunek: albo wezmę z tobą ślub, a ty zostaniesz wpisana jako żyrant jej kolejnych pożyczek pod zastaw tego lokalu, albo ona pójdzie na policję i zgłosi, że to ja sfałszowałem podpisy ojca na wekslach, żeby ratować firmę przed bankructwem.
Zamurowało mnie. Spojrzałam na stojącą w głębi korytarza Danutę. Kobieta powoli zamknęła drzwi, odcinając się od nas, jakby cała ta sytuacja przestała ją obchodzić. Zrobiła to, co chciała — zniszczyła nas.
— Zrobiłeś ze mnie żywą tarczę finansową? — zapytałam szeptem, czując, jak ogarnia mnie fala czystej nienawiści i żalu. — Pozwoliłeś mi podpisać tamte papiery u notariusza, mówiąc, że to zgoda na remont?!
— Chciałem cię chronić, myślałem, że spłacę to zanim się dowiesz! — błagał, ale ja już go nie słuchałam.
To był moment, w którym zrozumiałam, że człowiek, z którym dzieliłam łóżko przez ostatnie trzy lata, był tylko marionetką w rękach bezwzględnej kobiety. Nie było już czego ratować. Miłość umarła, zastąpiona przez strach i poczucie głębokiej zdrady.
Odwróciłam się na pięcie i zeszłam po schodach, zostawiając go na podłodze. Następnego dnia mój prawnik złożył pozew o rozwód oraz zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa wyłudzenia. Bartek stracił wszystko: matka i tak wyrzuciła go z mieszkania, gdy plan wyszedł na jaw, a ja nigdy więcej nie odebrałam od niego telefonu. Został sam — bez grosza, bez żony i z widmem więzienia.