Ciąg dalszy opowieści

Paweł wybiegł na podjazd w samych skarpetkach, krzycząc, że dzwoni na policję. Kupiec, potężny facet o imieniu Marek, tylko uniósł brew. — Panie, mam umowę podpisaną przez współwłaścicielkę, gotówka wypłacona. To sprawa cywilna, nie marnuj pan czasu policji — uciął krótko.

Auto odjechało. Zostałam na podjeździe z grubym plikiem banknotów w dłoni. Czułam pustkę, ale i dziwną satysfakcję. Paweł padł na kolana, dosłownie płacząc nad stratą swojego “cacka”. Ale to nie był koniec dramatu.

— Jak mogłaś?! To było moje jedyne hobby! Oddałaby nam te pieniądze za miesiąc! — wrzeszczał. — Tak jak oddała te 5 tysięcy, które pożyczyłeś jej w zeszłym roku bez mojej wiedzy? — zapytała retorycznie.

Weszliśmy do domu. Atmosfera była gęsta jak smoła. Chciałam po prostu spakować walizki i wyjść, ale wtedy zadzwonił telefon Pawła. Leżał na stole, włączył się tryb głośnomówiący, bo telefon był połączony z głośnikiem Bluetooth.

To była Kasia. Ale nie brzmiała jak wdzięczna siostra. — Pawełku! Słuchaj, te 80 tysięcy już poszło na zaliczkę dla Marcina. Ten apartament w Hiszpanii jest boski! Mówiłeś tej swojej nudziarze, że to na “projekt”? Boże, jak ty z nią wytrzymujesz, ona grosza żałuje na życie! Przyjeżdżaj do nas w przyszłym tygodniu, drinki już się mrożą!

W pokoju zapadła martwa cisza. “Projekt” okazał się wakacyjnym apartamentem dla Kasi i jej nowego faceta, za który zapłaciliśmy my. A Paweł? Paweł wiedział o wszystkim. Nie pożyczył tych pieniędzy. On po prostu chciał uciec od “nudnego życia” ze mną i fundować luksusy siostrze, licząc, że Kasia będzie go tam gościć.

Niespodziewany zwrot: Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do banku, by zablokować resztę naszych wspólnych kart. Paweł rzucił się na mnie, by mi go wyrwać, ale wtedy do drzwi zapukał… Marek, facet od lawety. — Przepraszam, zapomniałem dokumentów od radia — powiedział, patrząc na szamoczącego się Pawła. — Pani Alu, wszystko w porządku? Może pani pomóc?

Okazało się, że Marek nie był przypadkowym kupcem. Był prywatnym detektywem, którego wynajęła moja mama dwa tygodnie temu, bo podejrzewała, że Paweł kręci na boku. To on dał mi znać, że Paweł planuje potajemnie wyprowadzić pieniądze na konto siostry, by potem wystąpić o rozwód i zostawić mnie z niczym.

Sprzedaż auta była tylko częścią planu, który przygotowaliśmy razem z Markiem, by odzyskać choć część funduszy przed sprawą w sądzie.

Finał: Paweł został z niczym — bez auta, bez pieniędzy i bez siostry, która, gdy dowiedziała się, że “źródełko wyschło”, przestała odbierać od niego telefony. Ja natomiast wyprowadziłam się tego samego dnia. Pieniądze ze sprzedaży auta wystarczyły na genialnego adwokata.

Dziś siedzę w swoim małym, ale własnym mieszkaniu. 

A Paweł? Podobno mieszka u matki w garażu. Sprawiedliwość czasem bywa brutalna, ale smakuje wybornie.

Recommended

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker