Ciąg dalszy opowieści
„A wie pani, co jest najgorsze, Marino Witaliewno?” – mówiłam, czując, że drży mi głos, ale nie ze strachu, tylko z wściekłości. – „Najgorsze jest to, że pani myśli, że pani syn jest tak głupi i słaby, że da się tak łatwo zmanipulować. Że pani miłość do niego jest tak krucha, że można jej użyć jako broni.”
Zamilkłam na chwilę, patrząc, jak jej twarz zmienia się z zaskoczonej w purpurową ze złości.
„Ja kocham Igora” – kontynuowałam. – „I on kocha mnie. Nie zbudowaliśmy naszego życia na pani kłamstwach ani manipulacjach. Jeśli chce pani pieniędzy, proszę je zarobić uczciwie. Ale ode mnie nie dostanie pani ani grosza. I proszę stąd wyjść. Natychmiast.”
Marina Witaliewna stała przez chwilę w bezruchu, w jej oczach płonął gniew.
Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale potem zacisnęła je w wąską linię i bez słowa wyszła z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Zostałam sama, drżąc na całym ciele. W głowie huczało mi od emocji. Bałam się, że ona naprawdę spróbuje zrealizować swoją groźbę. Ale jednocześnie czułam ulgę, że w końcu się jej postawiłam.
Kiedy Igor wrócił wieczorem, opowiedziałam mu wszystko. Jego twarz pociemniała ze złości, ale nie na mnie. Był wściekły na swoją matkę. Powiedział mi, że już dawno zauważył jej manipulacje, ale nie chciał mnie niepokoić. Obiecał, że porozmawia z nią i że to więcej się nie powtórzy.
Nie wiem, co dokładnie jej powiedział, ale Marina Witaliewna przestała nas odwiedzać. Przez jakiś czas czułam się nieswojo, ale z czasem spokój wrócił do naszego domu. Ta sytuacja, choć bolesna, pokazała mi, jak silna jest nasza miłość i jak ważne jest, aby stawać w obronie siebie i swoich bliskich.