Ciąg dalszy opowieści
Bartek stał nade mną, ciężko oddychając. Na stole leżały wyciągi z banku, a obok nich… małe, eleganckie pudełeczko z pierścionkiem z brylantem, które przed chwilą wypadło mu z kieszeni.
Alina patrzyła na to wszystko z przerażeniem. W jej oczach kręciły się łzy, a dłoń automatycznie powędrowała do klatki piersiowej, jakby próbowała powstrzymać pękające serce. Obok siedziała jej matka, która zszokowana zakryła usta dłonią, nie rozumiejąc, dlaczego jej zięć nagle zmienił się w potwora.
— Bartek, o czym ty mówisz? Jaki hotel? Jaki wtorek? — wykrztusiła Alina, a jej głos drżał.
— Nie zgrywaj idiotki! — wściekał się Bartek. — Moja znajoma widziała cię w zeszły wtorek w hotelu “Marriott”. Wchodziłaś na górę pod ramię z jakimś facetem w garniturze! A dzisiaj rano sprawdziłem nasze wspólne konto oszczędnościowe. Zniknęło z niego 5 tysięcy złotych!
Dokładnie tyle, ile kosztowały te wszystkie luksusowe prezenty dla twojej matki i… wasze potajemne schadzki! Chciałem ci się dzisiaj oświadczyć, kupiłem pierścionek, a ty mnie zdradzasz i okradasz?!
W pokoju zapadła głęboka, bolesna cisza. Słychać było tylko deszcz bębniący o szyby. Alina patrzyła na męża (byli małżeństwem cywilnym, Bartek planował oficjalne zaręczyny przed ślubem kościelnym) i nagle… z jej oczu, zamiast strachu, zaczęły płynąć łzy totalnej bezsilności i żalu.
— Ty idioto… — szepnęła cicho Alina.
— Co powiedziałaś?! — warknął.
W tym momencie do akcji wkroczyła matka Aliny. Wstała od stołu, podeszła do Bartka i mocno złapała go za rękę.
— Bartku, usiądź i posłuchaj mnie uważnie — powiedziała drżącym, ale stanowczym głosem. — Ten mężczyzna w garniturze… to był notariusz. A te 5 tysięcy złotych Alina owszem, wzięła z konta, ale nie na hotele.
Bartek zmrużył oczy, wciąż przepełniony gniewem, ale w jego spojrzeniu pojawiła się pierwsza nuta niepewności.
— Alina nie chciała ci mówić, bo to miała być niespodzianka na twoje trzydzieste urodziny, które są za miesiąc — kontynuowała matka, wyciągając z torebki dokument, który Alina dała jej na przechowanie. — Przez ostatni rok Alina potajemnie odszukała twojego biologicznego ojca, który zostawił cię, gdy byłeś dzieckiem. Ten człowiek jest ciężko chory i bardzo bogaty. Chciał przepisać na ciebie mieszkanie w centrum Warszawy, zanim odejdzie, ale wszystko musiało być załatwione formalnie i dyskretnie przez notariusza, bo jego obecna żona robiła problemy. Te 5 tysięcy to były opłaty notarialne i skarbowe, które Alina pokryła z waszych oszczędności, żebyś dostał akt własności prosto do ręki jako prezent.
Bartek zbladł. Spojrzał na dokumenty, które podała mu teściowa. To był oficjalny akt notarialny z jego nazwiskiem i nazwiskiem ojca, którego nie widział od 20 lat.
Spojrzał na Alinę. Ona tylko płakała, tuląc się do matki. Wszystkie prezenty, które kupiła mamie — sukienka, album — były kupione z jej własnych, odłożonych wcześniej pieniędzy z nadgodzin, o których Bartek nawet nie wiedział, bo tak bardzo była zajęta przygotowywaniem dla niego życiowej niespodzianki.
— Alina… ja… przepraszam… — wykrztusił Bartek, a pierścionek zaręczynowy, który trzymał w dłoni, nagle wydał się dziwnie ciężki.
Ale było już za późno. Zaufanie, które budowali przez lata, runęło w jedną sekundę z powodu ślepej zazdrości. Alina spojrzała na niego przez łzy, wstała od stołu i powiedziała tylko jedno zdanie:
— Schowaj ten pierścionek, Bartek. Człowiek, który kocha, najpierw pyta, a dopiero potem oskarża. Pakuj się.