Ciąg dalszy opowieści
Dźwięk przeładowania broni odbił się echem od betonowych ścian archiwum. Wszyscy zamarliśmy. Elena powoli uniosła ręce, odsuwając się ode mnie na krok. Papier, który przed chwilą tak gwałtownie próbowaliśmy sobie wyrwać, leżał porozrzucany na podłodze.
Z mroku korytarza wyłonił się Ryan Cole — ten sam konsultant w drogim garniturze, który rzekomo miał mnie zastąpić. Tyle że teraz w jego dłoni znajdował się pistolet z tłumikiem. Jego twarz była całkowicie wyprana z emocji.
— Piękna scena — powiedział Ryan, patrząc na rozsypane kartki. — Danielu, zawsze byłeś zbyt dociekliwy. Nawet wtedy, gdy twój własny mózg próbował cię chronić przed prawdą.
— O czym ona mówi? — wykrztusiłem, wskazując na Elenę. Moje ciało drżało, a pot zalewał mi oczy. — Co to za bzdury o wypadku?! Jestem informatykiem! Pracuję tu od siedemnastu lat!
Stary Arthur, który do tej pory chował się za regałami, zrobił krok do przodu. Jego głos trząsł się ze starczej bezsilności.
— To prawda, Daniel. Siedemnaście lat temu to ty podpisywałeś te wszystkie kontrakty. Byłeś genialnym finansistą. Bezwzględnym. Stworzyłeś ten system prania pieniędzy dla kartelu. Ale kiedy chciałeś się wycofać, twój wspólnik… ojciec Ryana… kazał cię zlikwidować. Przeżyłeś zamach, ale uraz mózgu wymazał twoją pamięć wsteczną. Stałeś się innym człowiekiem. Cichym, spokojnym, straumatyzowanym.
— Więc… daliście mi tu pracę jako informatykowi? — spytałem, czując, jak mój cały świat rozpada się na milion kawałków.
— Agencja i kartel zawarły układ — wyjaśniła cicho Elena, nie opuszczając rąk. — Zostawiliśmy cię przy życiu pod warunkiem, że będziesz pod stałą kontrolą. Monitorowaliśmy cię. Byłeś bezpieczny, dopóki nic nie pamiętałeś. Ale kiedy zacząłeś grzebać w starych serwerach… systemy bezpieczeństwa Ryana wyłapały anomalie. Musieliśmy sfingować twoje zwolnienie, żeby wyciągnąć cię z budynku bez podejrzeń.
Ryan uniósł broń wyżej, celując prosto w moją klatkę piersiową.
— Niestety, twój genialny, dawny umysł podświadomie stworzył to papierowe archiwum — podsumował Ryan z zimnym uśmiechem. — Zszedłeś tutaj. Koło się zamknęło, Danielu. Czas dokończyć to, co mój ojciec zaczął siedemnaście lat temu.
W tym ułamku sekundy, gdy Ryan zaczął naciskać spust, nastąpił niespodziewany zwrot akcji.
Elena, zamiast ratować siebie, skoczyła na niego z boku. Jako szefowa ochrony była szkolona do walki wręcz. Uderzyła go ramieniem w biodro, przestawiając celownik broni. Huk strzału z tłumikiem rozdarł ciszę archiwum, a kula rozbiła mrugającą lampę jarzeniową nad naszymi głowami.
Pomieszczenie utonęło w głębokim mroku, rozpraszanym jedynie przez małą lampkę biurkową w kącie.
— Uciekaj, Daniel! — wrzasnęła Elena, walcząc z Ryanem na ziemi.
Nie pobiegłem do wyjścia. Coś we mnie pękło. Ten strzał, ciemność, zapach prochu… to wszystko wywołało nagłą, brutalną lawinę wspomnień w mojej głowie. Przed oczami mignęły mi twarze ludzi, których skrzywdziłem, miliony dolarów na tajnych kontach i twarz ojca Ryana, który błagał mnie kiedyś o litość.
Dawny Daniel — bezwzględny architekt finansowy — obudził się we mnie.
Zamiast uciekać, rzuciłem się w stronę otwartej szuflady pancernej. Moje dłonie nie drżały już ze strachu. Znałem tę szafę. Pamiętałem, co zamontowałem w jej podwójnym dnie siedemnaście lat temu, zanim straciłem pamięć. Moje palce namacały zimną stal starego rewolweru Smith & Wesson.
Odwróciłem się. Ryan zdołał odepchnąć Elenę i właśnie wstawał, celując w jej stronę.
— Ryan! — krzyknąłem. Mój głos nie był już głosem przestraszonego informatyka. Był głęboki, pewny siebie i przerażający.
Mężczyzna odwrócił się w moim kierunku. Oddałem jeden strzał. Kula trafiła go w ramię, odrzucając na regał z dokumentami. Pistolet wypadł mu z ręki.
Podszedłem do niego powoli, trzymając broń wyciągniętą przed sobą. Ryan patrzył na mnie z paraliżującym strachem. Zobaczył w moich oczach kogoś, kogo bał się jego własny ojciec.
— Powiedz swoim mocodawcom, że Daniel Vance wrócił — szepnąłem, patrząc na niego z góry. — I tym razem pamiętam każdy dolar, który mi wiszą.
Odwróciłem się do oszołomionej Eleny i płaczącego Arthura. Zebrałem z ziemi najważniejsze, zakrwawione dokumenty.
— Idziemy — rzuciłem krótko. — Mamy do przejęcia firmę.
Wyszliśmy z podziemi, zostawiając Ryana w ciemnościach. Przez siedemnaście lat byłem duchem w swoim własnym życiu. Ale duchy mają to do siebie, że w końcu zaczynają nawiedzać tych, którzy próbowali je pogrzebać.