Ciąg dalszy opowieści
Tomasz patrzył na mnie, jakby zobaczył ducha. Przez te wszystkie lata widział we mnie jedynie zgarbioną staruszkę, która potrzebuje pomocy przy otwieraniu słoików. Teraz stałam przed nim wyprostowana, a w moich oczach nie było ani krzty strachu. Była tam tylko zimna, prawnicza kalkulacja.
– Co ty mi zrobisz, stara babo? – warknął, próbując odzyskać reusz, ale jego głos lekko zadrżał.
Zamiast odpowiedzieć, wyciągnęłam z kieszeni swetra telefon. Nie był wyłączony. Przez cały czas trwania jego awantury byłam połączona na głośnomówiącym z moim dobrym znajomym – komendantem wojewódzkim policji, z którym przez dekady współpracowałam przy najtrudniejszych sprawach.
– Słyszałeś wszystko, Janusz? – zapytałam spokojnie do głośnika. – Słyszałem, Krystyno. Chłopaki już jadą na sygnale. Będą za dwie minuty – odpowiedział basowy, surowy głos z telefonu.
Tomasz zbladł. Chciał rzucić się na mnie, żeby wyrwać mi telefon, ale wtedy zastosowałam sztuczkę, której nauczyłam się od policyjnych instruktorów na szkoleniach MSWiA przed laty. Szybkim, precyzyjnym ruchem uderzyłam go kantem dłoni w splot słoneczny. Zwinął się w pół, łapiąc powietrze, i osunął się na kolana, dokładnie tak, jak widać na zdjęciu.
Podeszłam do płaczącej na podłodze Kasi, pomogłam jej wstać i mocno przytuliłam. Potem odwróciłam się do Tomasza, który klęczał, trzymając się za twarz z niedowierzaniem i strachem.
– Myślałeś, że jesteś bezkarny? – zapytałam lodowatym tonem. – Pozwól, że się przedstawię. Sędzia Krystyna Wysocka. Przez trzydzieści lat czyściłam to miasto z takich śmieci jak ty. Znam każdy paragraf, każdą lukę prawną i każdego prokuratora w tym województwie. Zniszczę cię legalnie, krok po kroku. Stracisz pracę, prawo do zbliżania się do Kasi i obiecuję ci, że osobiście dopilnuję, abyś dostał maksymalny wymiar kary bez możliwości zawieszenia.
W tym momencie do mieszkania wpadli policjanci z taranem. Na widok Janusza – komendanta, który wszedł jako pierwszy – Tomasz zaczął skomleć. – Panie władzo, ta wariatka mnie zaatakowała! – krzyczał, wskazując na mnie palcem.
Komendant nawet na niego nie spojrzał. Podszedł do mnie, zdjął czapkę i ukłonił się z szacunkiem. – Dzień dobry, pani sędzio. Dobrze panią widzieć w akcji. Chłopaki, pakujcie tego gnoja.
Niespodziewany zwrot akcji nastąpił jednak dwa dni później. Kiedy Tomasz siedział w areszcie, do moich drzwi zapukał adwokat… jego ojca. Okazało się, że ojciec Tomasza to wpływowy biznesmen, który próbował mnie zastraszyć i przekupić, oferując miliony za wycofanie zeznań Kasi. Nie wiedział jednak jednego. Mieszkanie, w którym mieszkała młoda para, należało do mnie, a w ukrytych kamerach, które zainstalowałam tam ze względu na swoje dawne bezpieczeństwo, nagrały się nie tylko pobicia, ale też… rozmowy Tomasza z ojcem o nielegalnych interesach i praniu brudnych pieniędzy.
Zamiast ratować syna, ojciec Tomasza sam trafił na celownik CBŚP. Dzisiaj obaj czekają na proces. Kasia w końcu oddycha pełną piersią, a ja… cóż, udowodniłam, że prawdziwy sędzia nigdy nie odchodzi na emeryturę, kiedy sprawiedliwość zostaje naruszona.