Ciąg dalszy
Amelka stała niewzruszona, patrząc prosto w przerażone oczy żony szefa. Moja pierwsza myśl? „Boże, dziecko zepsuło wszystko. Kariera Tomasza skończona”. Próbowałam nerwowo się zaśmiać: „Och, dzieci mają taką wyobraźnię, pewnie zobaczyła panią w jakimś filmie…”.
Ale Amelka nie odpuszczała. Przytuliła się do mojej nogi i szepnęła, ale wciąż na tyle głośno, że Richard wszystko słyszał: — „Nie mamusiu. Ona gryzie tatusia. W samochodzie. Widziałam, jak gryzła go w szyję i tata krzyczał, a potem się śmiali. I mówił do niej ‘moja kiciu’”.
W tym momencie czas się zatrzymał. Spojrzałam na swojego męża, Tomasza. Był czerwony jak burak, a krople potu spływały mu po czole. Spojrzałam na Evelyn — jej idealny makijaż nagle wydał się maską skrywającą czyste przerażenie. Richard, potężny, wpływowy biznesmen, powoli odwrócił wzrok od mojej córki i spojrzał na mojego męża, a potem na swoją żonę.
Wszystko ułożyło się w jedną, potworną całość. Te wszystkie „nadgodziny” Tomasza. Awans, który dostał zaledwie miesiąc temu, choć pracowali tam o wiele bardziej doświadczeni ludzie. Nowe, drogie perfumy, które rzekomo dostał od klienta.
„Richard, to nie tak, to jakieś nieporozumienie, dziecko zmyśla!” — zaczął bąkać Tomasz, wyciągając ręce w obronnym geście.
Richard nie krzyczał. Jego głos był lodowaty, co było o wiele bardziej przerażające. „Wynoście się z mojego domu” — powiedział cicho, patrząc Tomaszowi prosto w oczy. „W poniedziałek rano twoje rzeczy będą spakowane w kartonie przed wejściem do biura. A z tobą…” — odwrócił się powoli do Evelyn — „porozmawiam teraz”.
Złapałam Amelkę za rękę i niemal wybiegłam z tej przeklętej rezydencji, zostawiając Tomasza z tyłu. Słyszałam tylko, jak biegnie za mną, błagając o wybaczenie. Ale dla mnie tamten wieczór nie był końcem kariery mojego męża. Był końcem mojego małżeństwa. Prawda bolała, ale przynajmniej poznałam ją dzięki niewinności własnego dziecka.