Ciąg dalszy

„Jeszcze nie jesteś żoną, a on już ci na karku siedzi!” Śmiałam się z rad matki, dopóki nie zobaczyłam, co Robert trzyma w folderze „Praca”…

Mówią, że intuicja matki to najpotężniejsza broń na świecie. Ja jednak, mając 27 lat i klapki na oczach z napisem „miłość”, uważałam, że moja mama po prostu zazdrości mi szczęścia. Robert był ucieleśnieniem marzeń – przystojny architekt, opiekuńczy, zawsze wiedział, jakie wino lubię i jaką muzykę włączyć, gdy miałam gorszy dzień.

Moja mama, pani Krystyna, od pierwszej wspólnej kolacji patrzyła na niego jak na jadowitą kobrę. — Marta, on cię osacza — powtarzała, gdy tylko Robert wychodził do kuchni. — Sprawdza, z kim piszesz, pyta o każdy paragon z drogerii, nawet decyduje, w której sukience masz iść do cioci na imieniny. Jeszcze nie jesteś żoną, a on już ci na karku siedzi! To nie jest troska, to tresura!

Śmiałam się z tego. Myślałam, że mama po prostu zatrzymała się w epoce, gdzie mężowie byli gburami, a Robert po prostu „bardzo mnie kocha”. Jakże się myliłam.

Sielanka z drugim dnem

Przygotowania do ślubu trwały w najlepsze. Robert nalegał, żebyśmy wszystko załatwiali sami – żadnych konsultantek, żadnej pomocy od mojej rodziny. „Chcę, żeby to był nasz intymny świat, kochanie” – mówił, całując mnie w czoło. Stopniowo, niemal niezauważalnie, zaczęłam tracić kontakt z przyjaciółkami. Zawsze znajdował powód, byśmy ten wieczór spędzili tylko we dwoje.

Trzy dni przed ceremonią Robert poszedł pod prysznic. Jego telefon, zwykle pilnie strzeżony, został na szafce nocnej. Ekran rozświetlił się od powiadomienia. To był SMS od kogoś zapisanego jako „Serwis Klimatyzacji”. Treść brzmiała: „Wszystko gotowe. Akt notarialny czeka na jej podpis zaraz po przysiędze. Fundacja ‘Nowy Start’ przejmuje udziały. Nikt się nie połapał, że to ta sama firma, co dwa lata temu”.

Poczułam dziwny skurcz w żołądku. Fundacja „Nowy Start”? To była ta sama organizacja, która przez rzekome „błędy w doradztwie” doprowadziła moją mamę do utraty jej małej kawiarni i życiowych oszczędności. Moja mama do dziś spłaca długi, o które została posądzona przez tę fundację.

Teczka, której nie miałam widzieć

Drżącymi rękami weszłam w zdjęcia. Robert nigdy nie zmieniał hasła – była to data naszej pierwszej randki. W ukrytym folderze znalazłam coś, co sprawiło, że o mało nie krzyknęłam z przerażenia.

Były tam zdjęcia… moich dokumentów bankowych. Ale nie tylko. Znalazłam skany aktu własności mieszkania moich dziadków, które miałam odziedziczyć w przyszłym miesiącu. Pod nimi widniał projekt dokumentu – pełnomocnictwo, które miałam podpisać „w sprawach organizacyjnych ślubu”, a które w rzeczywistości dawało Robertowi prawo do zarządzania całym moim majątkiem.

Ale najgorsze było ostatnie zdjęcie. Przedstawiało Roberta w objęciach kobiety, którą znałam z procesów mojej matki. To była prezeska tej przeklętej fundacji. Na zdjęciu wyglądali na bardzo szczęśliwych… i bardzo bliskich.

Wtedy zrozumiałam. Robert nie zakochał się we mnie. On mnie „wybrał”. Byłam kolejnym etapem planu, który miał dobić moją rodzinę i przejąć ostatnie, co nam zostało.

Spotkanie w ciemności

W tym momencie usłyszałam, jak woda pod prysznicem przestaje lecieć. Robert wszedł do sypialni, owinięty ręcznikiem. Zobaczył mnie z telefonem w ręku. Jego twarz, zwykle pełna ciepła, w jednej sekundzie stała się twarda jak głaz.

— Mama zawsze mówiła, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, prawda? — zapytał cicho, podchodząc do drzwi i przekręcając w nich klucz.

— Kim ty jesteś, Robert? — wykrztusiłam, cofając się pod okno.

— Twoim przyszłym mężem, kochanie. I człowiekiem, który właśnie kończy to, co zaczęło się dwa lata temu. Twój brat, ten, który ma być jutro świadkiem i którego nie widziałaś od pięciu lat, bo rzekomo podróżuje po świecie? To nie jest twój brat, Marto. To mój wspólnik. Prawdziwy Marek nie żyje od trzech miesięcy, o czym ty i twoja matka dowiecie się w odpowiednim czasie… jeśli będziecie grzeczne.

Właśnie wtedy z dołu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła i krzyk mojej matki. Robert uśmiechnął się przerażająco i wyciągnął z szuflady dokumenty, które miałam podpisać.

— Podpisuj, Marta. Albo jutrzejszy ślub będzie ostatnią rzeczą, jaką zapamiętasz…

Recommended

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker