Ciąg dalszy
W tym momencie policjanci zatrzasnęli drzwi radiowozu. Andrij spędził na komisariacie najgorszą noc w swoim życiu. Przesłuchania trwały godzinami. Dla policji sprawa była prosta: w pokoju zniknęły pieniądze czterech ciężko pracujących mężczyzn, Ihora nigdzie nie było, a w plecaku Andrija znaleziono 5 tysięcy złotych ukryte w brudnych skarpetkach. Klasyczna wystawka. Ihor uciekł z większością gotówki, zostawiając Andrija jako kozła ofiarnego.
Na szczęście Oleg nie tchórzył na oficjalnym przesłuchaniu. Przyjechał na komisariat i opowiedział wszystko, co widział. Co więcej, okazało się, że hostel miał ukrytą kamerę na korytarzu, zainstalowaną nielegalnie przez właściciela, o której nikt z mieszkańców nie wiedział.
Kiedy policja zabezpieczyła nagrania, prawda wyszła na jaw, ale przyniosła szokujący zwrot akcji.
Ihor rzeczywiście uciekł w nocy z torbą pełną pieniędzy. Ale na nagraniu było widać coś jeszcze. Na zewnątrz hostelu, o trzeciej nad ranem, czekał na niego samochód. Za kierownicą siedział… właściciel tego samego hostelu! To on namówił Ihora do kradzieży, pomógł mu uciec i dokładnie poinstruował, jak podrzucić część gotówki Andrijowi, by odwrócić uwagę policji i szybko zamknąć sprawę. Właściciel hostelu doskonale wiedział, kiedy robotnicy dostają wypłaty i gdzie trzymają gotówkę.
Dzięki zeznaniom Olega i nagraniom z monitoringu, Andrij został oczyszczony z zarzutów i zwolniony z aresztu po 48 godzinach. Właściciel hostelu oraz Ihor zostali zatrzymani na granicy, gdy próbowali opuścić kraj. Wszystkie pieniądze udało się odzyskać.
Ta sytuacja pokazała jedno: w obcym kraju, w walce o przetrwanie, największe niebezpieczeństwo może grozić ze strony tych, którym ufasz najbardziej. Ale prawdziwa ludzka solidarność potrafi wygrać nawet z najgorszym oszustwem. Andrij i Oleg wynajęli już osobne, bezpieczne mieszkanie i trzymają się razem.