Ciąg dalszy 2

Kiedy Bartek rzucił na stół te małe, plastikowe buteleczki i dziwne, świecące karty, w pokoju zapadła grobowa cisza.

Moja mama aż złapała się za serce. Spojrzałam na tatę — jego twarz zrobiła się bordowa z wściekłości. — „To jest klucz do waszego nowego życia!” — wykrzyknął Bartek z jakimś dziwnym, wręcz fanatycznym błyskiem w oku. — „Koniec z etatem, koniec z biedą! Te karty harmonizują energię pieniądza, a suplementy oczyszczają czakry z toksyn bóstwa sukcesu! Kupujecie zestaw za 5 tysięcy, a za miesiąc wasze oszczędności wzrosną potrójnie!”

Wtedy nie wytrzymałam. — „Bartek, czy ty upadłeś na głowę?!” — krzyknęłam, czując, jak łzy same napływają mi do oczu. — „Zwolniłeś się z normalnej pracy w banku dla… dla tego czegoś?! Z czego ty teraz spłacisz ten potężny kredyt, który wziąłeś na to cholerne szkolenie?!”

Mój brat tylko się zaśmiał. Ale to nie był jego dawny, ciepły śmiech. To był śmiech człowieka, któremu ten pseudo-guru z Instagrama doszczętnie wyprał mózg. Bartek zaczął chodzić po pokoju, wymachując rękami i rzucając wyuczonymi, psychologicznymi regułkami o „wychodzeniu ze strefy komfortu” i „blokadach w głowie”.

Najgorsze zaczęło się jednak tydzień później. Bartek stał się nieobliczalny. Wydzwaniał do wszystkich ciotek, wujków, a nawet do naszych znajomych z dzieciństwa. Kiedy odmawiali zakupu „energetycznych kart”, wpadał w szał. Wyzywał ich od „toksycznych ludzi”, „biedaków mentalnych” i blokował w mediach społecznościowych.

W końcu nadszedł dzień, który całkowicie zniszczył naszą rodzinę. Do moich rodziców zapukał komornik.

Okazało się coś przerażającego. Mój brat, aby dostać się na kolejny, „VIP-owski poziom mentorstwa” u tego blogera, potrzebował gigantycznej sumy gotówki. Ponieważ żaden bank nie chciał dać mu kolejnej pożyczki, Bartek… sfałszował podpis naszego ojca i wziął gigantyczny kredyt pod zastaw mieszkania rodziców! Dowiedzieliśmy się o tym dopiero wtedy, gdy przyszły pierwsze wezwania do zapłaty, których oczywiście nie realizował, bo wszystkie pieniądze przelał na konto „szkoły sukcesu”.

Kiedy rodzice, zalani łzami, skonfrontowali się z nim w jego wynajmowanym mieszkaniu, Bartek nawet nie przeprosił. Stał przed nami w drogim, markowym garniturze (zapewne też kupionym na kredyt) i z lodowatym uśmiechem powiedział: — „Musiałem to zrobić. Mentor mówił, że wielki sukces wymaga wielkich poświęceń. Jak zarobię pierwszy milion w przyszłym miesiącu, to wam oddam z nawiązką. A teraz wyjdźcie, bo blokujecie moją manifestację bogactwa”.

Wtedy ojciec nie wytrzymał i wezwał policję. Brat patrzył na nas z nienawiścią, gdy wyprowadzano go w kajdankach. Sprzedał naszą miłość, zaufanie i dach nad głową rodziców za iluzję z internetu.

Dziś Bartek czeka na proces za oszustwo i fałszerstwo. A ten znany bloger? Nadal wrzuca na Instagrama zdjęcia z Dubaju, pisząc o tym, jak „każdy jest kowalem własnego losu”. Nasz los został zniszczony przez jego chciwość i naiwność mojego brata. Ku przestrodze — uważajcie, kogo słuchają wasi bliscy w sieci.

Recommended

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker