Ciąg dalszy 2
Głos należał do mecenasa Lipińskiego, wieloletniego przyjaciela i osobistego prawnika mojego zmarłego męża. Tomek był odnoszącym sukcesy przedsiębiorcą, a jego majątek wyceniano na miliony. Jego matka i siostra od zawsze kochały tylko jego pieniądze. Kiedy pojawiłam się ja, poczuły, że tracą kontrolę nad „złotą krową”. Śmierć Tomka była dla nich idealną okazją, by się mnie pozbyć.
– Co to ma znaczyć, Grażyno? – zapytał ostro mecenas, podchodząc do zamarłej ze strachu teściowej.
– To, że ta oszustka chciała nas okraść! – wrzasnęła, szybko odzyskując reusz. – Mam tu test DNA, to dziecko nie jest Tomka! Ona nie ma prawa do majątku, dom jest mój! Szwagierka z dumą uniosła moją obrączkę, jakby zdobyła trofeum.
Mecenas Lipiński spojrzał na rzekomy dokument z laboratorium, uśmiechnął się z politowaniem i podniósł go z ziemi.
– Droga Grażyno… – zaczął spokojnym, niemal lodowatym głosem. – Po pierwsze, ten papier jest tak samo fałszywy, jak wasze łzy. Po drugie… Tomek doskonale wiedział, z kim ma do czynienia. Miesiąc temu, kiedy dowiedział się o waszych próbach zniszczenia naszej firmy, przepisał cały majątek na swoją żonę, a w przypadku jego śmierci – na nienarodzone dziecko.
Teściowa aż się zachłysnęła. – To niemożliwe! Ja jestem jego matką! Należy mi się zachowek!
– Otóż nie – kontynuował prawnik, wyciągając z teczki dokument. – Tomek zostawił testament z klauzulą o całkowitym wydziedziczeniu ciebie oraz twojej córki ze względu na rażącą niewdzięczność i próby wyłudzenia pieniędzy. Co więcej, trzy dni temu Tomek oficjalnie zgłosił sprawę do prokuratury.
W tym momencie zza nagrobków wyłoniło się dwóch policjantów w cywilu. Okazało się, że „rzekomy wypadek” Tomka był badany pod kątem celowego sabotażu jego auta, a jego matka i siostra były głównymi podejrzanymi o podżeganie do tego czynu.
Szwagierka z przerażenia upuściła moją obrączkę w błoto. Teściowa zaczęła krzyczeć i histeryzować, gdy policjanci zatrzasnęli kajdanki na ich nadgarstkach na oczach całej zgromadzonej rodziny i znajomych.
Podniosłam obrączkę, oczyściłam ją i założyłam z powrotem na palec. Spojrzałam na trumnę męża, kładąc rękę na brzuchu. Sprawiedliwość nadeszła szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Zostałam sama, ale byłam bezpieczna i gotowa walczyć o przyszłość naszego dziecka.