Ciąg dalszy 2
– Magda, to nie tak… – wykrztusił, ale jego głos drżał. – Kto to jest Katarzyna?! – wykrzyczałam, rzucając pudełkiem o łóżko. – I dlaczego dajesz mi pierścionek z datą z zeszłego roku?! Kim ona dla ciebie jest, Tomek?! Trzymasz ją w Białymstoku?!
W mojej głowie ułożył się najczarniejszy scenariusz. Romans, podwójne życie, zdrada. Byłam pewna, że ten luksusowy pierścionek to dowód jego niewierności, który przez przypadek trafił w moje ręce. Może chciał się oświadczyć tamtej, a ona go rzuciła? Albo pomylił pudełka? Myśli galopowały, a ból rozrywał mi klatkę piersiową.
Tomek podszedł bliżej, uniósł ręce w obronnym geście i… nagle czerwienił się ze wstydu. Usiadł ciężko na brzegu łóżka, schował twarz w dłoniach i zaczął mówić głosem tak cichym, że ledwo go słyszałam.
– Magda, błagam, nie krzycz… Nie ma żadnej Katarzyny. To znaczy jest, ale ja jej nawet nie znam. – Przestań kłamać! – syknęłam. – Nie kłamię! – podniósł głowę, a w jego oczach widziałem czyste upokorzenie. – Ja… ja nie miałem żadnego bonusu w pracy. Wszystko zmyśliłem. Firma ma kłopoty, obcięli nam premie. A tak bardzo chciałem pokazać ci, że potrafię zarobić na coś pięknego, że nie jesteśmy gorsi od twoich koleżanek, które chwalą się drogimi prezentami od mężów…
Zamurowało mnie. Patrzyłam na niego, nie rozumiejąc.
– Więc skąd to masz? – zapytałam ciszej. – Kupiłem go w Białymstoku. Ale nie w salonie jubilerskim… Tylko w lumpeksie z luksusową odzieżą i biżuterią z drugiej ręki, niedaleko rynku. Jakaś kobieta musiała go tam oddać albo sprzedać do komisu po rozstaniu. Kosztował ułamek ceny rynkowej, bo miał ten grawer, którego… którego po prostu nie zauważyłem w pośpiechu. Chciałem go zanieść do jubilera, żeby to zeszlifował, ale nie zdążyłem przed powrotem do domu. Chciałem być facetem z klasą, a wyszedłem na oszusta. Przepraszam…
Słuchałam tego i nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Moje podejrzenia o wielki romans i zdradę runęły w gruzach, zastąpione przez absurdalną, wręcz groteskową rzeczywistość. Mój mąż, chcąc uleczyć swoje męskie ego i zaimponować mi przed znajomymi, kupił mi pierścionek zaręczynowy z lumpeksu, zapominając sprawdzić, co jest napisane w środku.
Spojrzałam na lśniący diament, potem na załamanego Tomka. Poczucie zdrady minęło, ale niesmak pozostał. Zrozumiałam, że w pogoni za pozorami i statusem niemal zniszczyliśmy to, co najważniejsze – szczerość.
Zsunęłam pierścionek z palca i położyłam go na szafce nocnej. – Jutro pojedziemy do jubilera – powiedziałam chłodno. – Ale nie po to, żeby zeszlifować grawer. Sprzedasz go, a za te pieniądze opłacimy rachunki. I obiecaj mi jedno: nigdy więcej nie kupuj mi miłości z drugiej ręki.