Ciąg dalszy opowieści

Prawda była taka, że tamte pięć lat w więzieniu zmieniło Annę na zawsze. Nauczyło ją jednego: nie rzucać się w oczy. Kiedy sędzia podpisał warunkowe zwolnienie, miała w głowie tylko jedną myśl — wrócić do domu, przytulić córeczkę i zapomnieć o przeszłości.

W autobusie linii 114 panował potworny tłok. Zapach mokrych płaszczy, zaduch i zmęczenie wisiały w powietrzu. Gdy na kolejnym przystanku wsiadła ta starsza, zgarbiona kobieta w zniszczonym, ciemnym palcie, Anna odruchowo wstała. To był impuls. Chciała po prostu zrobić coś dobrego, poczuć się znowu normalnym, porządnym człowiekiem.

Kobieta usiadła, ale zamiast podziękować, zrobiła coś, co zmroziło Annie krew w żyłach. Jej lodowate, kościste palce zacisnęły się na nadgarstku dziewczyny z siłą imadła.

Anna drgnęła, próbując cofnąć rękę, ale uścisk był nienaturalnie mocny. Spojrzała w twarz staruszki i wtedy zamarła. Spod ciemnej chusty patrzyły na nią oczy, które doskonale znała. Oczy pełne zimnej, wyrachowanej nienawiści. To nie była przypadkowa babcia.

— Myślałaś, że wyjdziesz i po prostu zaczniesz od nowa, Aniu? — wyszeptała staruszka, a jej głos, choć cichy, brzmiał jak wyrok śmierci. — Moja rodzina nie zapomina. A mój syn wciąż gnije pod ziemią przez ciebie.

W tym momencie Anna zrozumiała wszystko. Kobieta przed nią była matką sędziego — tego samego, którego Anna rzekomo zdradziła w głośnej aferze korupcyjnej, choć w rzeczywistości została kozłem ofiarnym potężniejszych ludzi. Sędzia rok temu popełnił samobójstwo w niewyjaśnionych okolicznościach, a jego matka winiła za to tylko jedną osobę.

— Puść mnie, ja nic nie zrobiłam… — wykrztusiła Anna, czując, jak pasażerowie wokół zaczynają się na nie gapić. Widzieli tylko młodą dziewczynę i starszą panią trzymającą ją za rękę. Nikt nie podejrzewał dramatu.

— Nie puszczę — uśmiechnęła się upiornie staruszka, a drugą ręką powoli sięgnęła do swojej zniszczonej, starej torby.

Anna była sparaliżowana strachem. W ułamku sekundy zobaczyła, jak kobieta wysuwa z torby coś metalowego. Błysk ostrza? Pistolet? Nie. To była mała, szklana fiolka z ciemnym płynem i strzykawka.

— Jeden ruch, jedno krzyknnięcie, a to znajdzie się w twojej szyi. Wszyscy pomyślą, że ćpunka z warunkowego przedawkowała w autobusie. Mam ludzi na twoim osiedlu. Jeśli teraz nie wysiądziesz ze mną na następnym przystanku, ucierpi twoja córka. Ona już tam na nas czeka.

Serce Anny przestało bić. Spojrzała na pasażerów — nikt nie reagował, wszyscy patrzyli w telefony. Autobus gwałtownie zahamował, a lektor z głośnika chłodnym głosem oznajmił: „Przystanek końcowy. Prosimy o opuszczenie pojazdu”.

Staruszka wstała, wciąż trzymając Annę za nadgarstek, i pociągnęła ją w stronę otwierających się drzwi, prosto w gęstniejący mrok nocy. Anna wiedziała, że jeśli teraz wysiądzie, już nigdy nie zobaczy swojego dziecka. Musiała podjąć decyzję w ułamku sekundy…

Recommended

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Back to top button

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker